Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Bezkrólewie Lyrii i Rivii (fabuła ENvol2)
Autor Wiadomość
Mistrz Bartholomeo


STRONNICTWO:
Każde

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Bard

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Każde

MOTTO:
Opowiedzieć Ci historię?

Wysłany: 2018-05-13, 13:00   

MG = Kholgrim, Joseph Carver

Gdy Alfons wszedł, Sam kiwnął Krasnoludowi na znak, by ten opuścił burdel, bez rozlewu krwi. Rudzielec wypił do końca zawartość flaszki, po czym zszedł z kanapy, chwycił swój młot i podszedł do Josepha.
-Dobra draniu, zatrzymaj sobie te pieprzone złoto. Ale z Filipem to Ty się pożegnaj. On ma u mnie swój własny osobisty dług. Tylko pizda zostawia kobietę w potrzebie.
Wcisnął mu opróżnioną butelkę i wyszedł z przybytku. Carver tylko westchnął, po czym wskazał mężczyźnie miejsce przy stoliku, z którego chwile wcześniej został odciągnięty. Samemu też się dosiadł, na przeciwko niego, splatając swoje palce ze sobą.
-A więc mam rozumieć, że potrzebujesz naszej pomocy z pieprzoną szlachtą? Nie babramy się w politykę, dla zwykłej, głupiej przysługi. Znaczy... Aby otrzymać nasze pełne wsparcie, musiałbyś być jednym z nas. A raczej to nie klimaty dla wysoko urodzonego. Ja należę do ludu udręczonego, a Ty do dręczycieli. Musisz udowodnić swoją wartość, zdobyć nasze zaufanie, abyśmy byli w stanie, aż tak ryzykować...
Nagle ktoś z pełnym impetem kopnął drzwi wejściowe, wyrywając je z zawiasów. Joseph natychmiastowo spojrzał w tamtym kierunku, poirytowany, że one nawet nie były zamknięte...
-No i jest moje umówione spotkanie...
Do burdelu weszło trzech chłopa, w tym jeden wyglądał jak ich przywódca. Czyżby kolejni, po kolejne długi?
-Witaj Carver...- Mężczyzna podszedł do ich stolika i wbił w niego nóż. -Wiadomość od Poltergeist, dla Oratorium.
Alfons spojrzał na nóż, doszukując się na nim liter. I znalazł. Układały się w "Joseph Carver".
-Benjamin wypowiada nam wojnę...?
-Tak. Wkroczyliście na nasze terytorium, sprzedajecie naszym ludziom, werbujecie naszych członków. Więc się kurwa nie dziw! Koniec pokoju Oratorium z Poltergeist! Dom Lyrijskich Psów, Towerfull i Rokosze są po naszej stronie. Wszystkie inicjały są na nożu. Także zostajecie sami.
Sam, lekko pogubiony jak zwykle, mógł dostrzec na twarzy Josepha stan szoku, oraz delikatnego strachu. Jednakże ten przełknął ślinę i wstał.
-Wojna domów oznacza katastrofę naszych działalności...
-Nie domów. Wojna z Oratorium, oznacza koniec waszego bezkarnego rozrostu i panoszenia się po naszych ziemiach. Mam jeszcze jedną wiadomość, od wszystkich szefów...
Osiłek sięgnął za pazuchę, lecz Carver nie tracąc czasu chwycił za pustą butelkę Kholgrima, rozbijając ją o stół i tulipankiem wbijając ją w gardziel mężczyzny, obryzgując krwią jego, a także O'Hooda. Wielkolud padł, a z jego pazuchy wyleciał sztylet, co znaczyło, że miała nastąpić egzekucja.
-Łap jednego, ja drugiego!
Kazał Samowi, po czym rzucił się na jednego z pozostałych dwóch wysłanników, chwytając nóż ze stołu i obalając go na ziemie, zaczął dźgać jego klatke piersiową, jak dziurawy ser. Cały we krwi, przetarł tylko oczy, będąc już pewnym, że i szlachetka załatwił ostatniego.
-O tym kurwa mówiłem... To nie życie dla każdego... Zwłaszcza, że wszyscy nam teraz wypowiedzieli wojne.... Dalej w to wchodzisz?
Spytał ciężko oddychając...
 
   Podziel się na:  
Sam O'Hood


STRONNICTWO:
Lyria i Rivia

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Szlachcic

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Lyria

WIEK POSTACI:
30 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Rozpoznwalny (w Lyrii)

MOTTO:
Raz ukiszonego ogórka nie da się odkisić

Wysłany: 2018-05-13, 13:25   

Sam pokiwał głową na znak, że rozumie o co gra się tak na prawdę toczy. Jemu to nie przeszkadzało i tak musiał zniszczyć Oratorium od środka, więc tym lepiej, że chcą go przyjąć już teraz. W końcu trzeba coś od siebie dać, żeby coś dostać. W każdym razie Sam był już na to gotowy, aby dołączyć do Oratorium, już nawet miał się pytać co powinien zrobić, żeby zdobyć ich zaufanie, ale wtem ktoś mu przeszkodził. Jacyś faceci, którzy najwidoczniej nie mieli przyjaznych zamiarów. Młody O'Hood nie bardzo rozumiał o co tak naprawdę gra się toczy, ale z tego co zrozumiał nastąpiła mała... wojna gangów? Chyba tak to można było nazwać. A może raczej zmasowany atak na jedną gildię. W końcu powstała koalicja przeciwko Oratorium, co musiało znaczyć, że stało się na tyle potężne, że samo Poltergeiści nie daliby sobie rady. Szczerze mówiąc to cieszyło go to. W końcu widział przyszłość tego kraju i miał nadzieję, że uda im się pogodzić jakoś szlachtę. Dla tych ludzi chyba nie ma rzeczy niemożliwych. Szkoda tylko, że tak szybko chcieli zabić Josepha. Ty nie wyglądało mu na czyste zagranie, ale w końcu to wojna w półświatku. Tutaj chyba nie ma czystych zagrań, ale to nic. Gdy Joseph zabił tamtego tulipanem, Sam spróbował się odsunąć, aby nie zostać obryzganym krwią, niestety na próżno. Nic to nie dało, więc zostało mu już tylko jedno. Wyciągnął miecz z pochwy i jakby od niechcenia zaatakował tego drugiego, którego wskazał mu alfons. Ruch był szybko, aczkolwiek widać w nim było lenistwo i brak finezji. Było to jak oglądanie mistrza pijanej pięści. Nigdy nie wiesz jak to się skończy. Tak jak atak Sama. Używając miecza uważasz, że należy nim ciąć i tak samo pomyślał jego przeciwnik, przyjmując postawę do zablokowania ataku od boku. Atak jednak nadszedł od przodu, wbijając się w gardło mężczyzny. Dźwięk niesamowity, rozrywanego ściągną, gardła, aż w końcu natrafiający na tylne kręgi szyjne i wchodzący między nie. Szybkim ruchem wyszarpnął ostrze z ciała umierającego bandyty i odsunął się o krok od niego, aby jeszcze bardziej nie pobrudź się krwią, która trysnęła z rozpłatanej szyi jego przeciwnika. Facet upadł na podłogę, sparaliżowany, czekając tylko aż przyjdzie śmierć. Sam nie miał dziś nastroju do miłosierdzia, więc zostawił go tak i odwrócił się do Josepha.
-A czy mam teraz jakiś wybór? To moja definitywna opinia. Szkoda tylko, że trafił na sam środek wojny, ale... Liczę, że wspólnie szybko zażegnamy ten problem. Liczę na owocną współpracę.
Powiedział do Josepha i wyciągnął do niego swoją dłoń, która była cała w ciepłej krwi.
 
   Podziel się na:  
Mistrz Bartholomeo


STRONNICTWO:
Każde

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Bard

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Każde

MOTTO:
Opowiedzieć Ci historię?

Wysłany: 2018-05-13, 14:20   

MG = Joseph Carver

Carver podniósł się z ciała zadźganego mężczyzny, prawie się poślizgując o te kałuże krwi. Już sobie liczył ile będzie musiał zapłacić za sprzątanie i o ile dni będzie stratny przez wstrzymanie działalności z powodów "remontowych". Najwyżej pośle kobiety w teren.
Joseph popatrzył na szlachetke, który wręcz ze znudzeniem zamordował wysłannika. Może był dobrym materiałem na gangstera jak oni? Ale nie ufał nikomu wyżej urodzonemu. Dlatego nie mógł jeszcze liczyć na taką pewną tę współpracę...
-Mianuję Cię kandydatem. Ale jeszcze nie jesteś z nami. Musisz zdać test lojalności. Wtedy możemy mówić o interesie. Jeden z moich ludzi skontaktuje się z Tobą niedługo i da Ci zadanie. Potem zobaczymy, czy się nadajesz. A jak tak, wyjaśnię Ci kto jest kim i jak to działa...
Odparł natychmiastowo, podnosząc "nóż wojny", czytając raz jeszcze, czy wszystko się zgadza. Jego głowa stała się jeszcze cenniejsza, niż dotychczas, a burdel przestał być bezpieczną siedzibą... Wyrwał się jednak z zamysłu i uścisnął mu dłoń, tworząc tym krwawą więź.
-A póki co... spierdalaj stąd młody.
Pożegnał się bardzo elokwentnie, a szlachcic raczej nie tracił już czasu. Kholgrima już jednak nie spotkał w pobliżu...


************

MG = Marco KLIK

Dzień później, gdy Sam O'Hood przemierzał ulice Rivii, w celach rekonesansu i podpytania ludzi co sądzą o obecnych stronnictwach, został w końcu zaczepiony przez jednego nieznajomego w ciemnej uliczce. Typowo, prawda?
-Sam O'Hood? Jestem Marco. Przysyła mnie Oratorium. Mam Cię poddać próbie wierności...- Tajemniczy mężczyzna w fikuśnym kapeluszu i płaszczu, wyciągnął świstek papieru i pozłacany sztylet.- Jest tam nazwisko pewnego polityka. Skorumpowanego. Przyjmował pieniądze od nas, lecz teraz współpracuje z Poltergeist. Więc jest też zdrajcą. Zabij go tym sztyletem. Pozostaw go w jego ciele, aby wszyscy widzieli, z kim nie należy zadzierać. Udowodnij, że jesteś z nami. Będzie dziś wieczorem w straganie. I nie próbuj nas oszukać. Obserwujemy Cię...
Wyjaśnił, po czym odszedł w głąb alejki, nie dopuszczając Sama nawet do słowa. A na kartce napisane było: "Adam Hoffer"...

*********

Nastał wieczór. Przy straganie, pomimo pory, nie było wcale tak mało ludzi. Wśród nich szedł Adam Hoffer, w zwykłych szatach, w towarzystwie swojej żony i małej córeczki. Wyglądało to na spacer.
-Tatusiu, pójdziemy jeszcze zobaczyć koniki?
Spytało dziecko ojca, a ten uśmiechnął się.
-Jeśli mamusia pozwoli!
Odparł Adam, a jego żona zachichotała.
-Pozwoli, pozwoli. Tylko pilnuj jej, mężu, proszę Cię! Idę do Vandy, po te przyprawy. Zobaczymy się za chwilę, więc nie odchodźcie daleko!
Kobieta ucałowała męża, po czym swoją córeczkę i oddaliła się. Był to wyjątkowo dobry czas na atak...
Adam chwycił dziecko za rączkę.
-Tatooo, a co to są te małe zwierzątka co biegają...
-Gryzonie kochanie.
I tak spacerowali... Sam musiał działać szybko, wtapiając sie w rzadziejący tłum, aby żaden strażnik, ani też żona Hoffera, nie zauważyli...
 
   Podziel się na:  
Sam O'Hood


STRONNICTWO:
Lyria i Rivia

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Szlachcic

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Lyria

WIEK POSTACI:
30 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Rozpoznwalny (w Lyrii)

MOTTO:
Raz ukiszonego ogórka nie da się odkisić

Wysłany: 2018-05-18, 12:09   

Tego Sam nie spodziewał. Myślał, że na początek dostanie jakieś zlecenie, typu przynieś, wynieś, pozamiataj. Teraz jednak stał przed tłumem ludzi w cieniu, trzymając w dłoni złoty sztylet i zastanawiając się jak powinien najlepiej uderzyć. Jaki moment wybrać. Jak to zrobić tak, żeby to małe dziecko nie widziało całego zajścia? Przecież nie może skazić jej młodego umysłu tak potwornym zdarzeniem, które na pewno wywrze na niej silny wpływ, choć jest też szansa, że dziewczynka wyprze to ze swojego umysłu i będzie żyć dalej normalnie. Może nawet założy własną rodzinę, ale co jeśli nie? Jeśli stanie się zła i sama zacznie zabijać? Musiał jednak coś zrobić. Musiał wykonać przecież swój rozkaz. Nie miał szans na słabość, więc podjął decyzję. Musiał jednak zachować pozory. Musiał być opanowany, aczkolwiek nie odnajdywał radości w zabójstwie niewinnego człowieka, który był nieuzbrojony. Sam był w końcu dobrym człowiekiem. Tak więc przecisnął się przez tłum i stanął tuż za swoim celem. Przystawił mu, ciepły już sztylet, do pleców i lekko go pchnął, aby tamten to poczuł, ale nie raniąc go tym.
-Witaj Adamie. Przysłali mnie nasi wspólni znajomi. Niestety rozkazy są rozkazami, ale mam dla Ciebie pocieszenie. Pozwól dziewczynce odejść. Powiedz, żeby poszukała matki. Jeśli spróbujesz coś wykombinować natychmiast wepchnę Ci ten sztylet między łopatki. Posłuchaj więc mnie. I pozwól swojej córce odejść.
Szepnął do ucha swojej ofiary coraz mocniej napierając sztyletem na ciało Adama. Oczywiście odpowiednio zmodulował swój głos i pochylił głowę, aby nikt go nie rozpoznał. Ruszył powoli przed siebie, popychając polityka przed siebie, aby ten również się nie zatrzymywał. Czuł lekkie wyrzuty sumienia. Cóż jednak znaczy śmierć jednego, dla życia tysięcy. Dla wyższego dobra.
 
   Podziel się na:  
Mistrz Bartholomeo


STRONNICTWO:
Każde

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Bard

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Każde

MOTTO:
Opowiedzieć Ci historię?

Wysłany: 2018-05-18, 12:54   

Kiedy Sam zbliżył się do Adama, dając mu sygnał, że nadszedł dla niego nieunikniony koniec, ten nagle spoważniał i postanowił wykonać polecenie.
-Córeczko, chyba widziałem poprzednio ulice dalej żonglera. Sprawdziłabyś, czy dalej tam jest?
Spytał córki, zwyczajnie nieświadomej tego co czyhało za jej ojcem.
-Dobrze tatusiu, już biegnę!
-Dziękuję... Kocham Cię.
-Ja Ciebie też!
Powiedziała dziewczynka i szybko pobiegła znikając w tłumie. Wtedy Adam był już pewien, że mogły to być jego ostatnie sekundy. Dlatego wziął głęboki wdech...
-Działaj szybko. Może zaraz wrócić. Nie chcę by widziała jak konam...
Poprosił swojego oprawce. Sam raczej długo nie myślał i natychmiastowo zatopił sztylet w jego plecach, tam, gdzie miało to dać śmierć natychmiastową. A nim ciało bezwładnie padło na ziemie, budząc panike ludzi, mordercy już nie było...

***Noc***

MG = Joseph Carver, Marco

Sam szedł długim i nieużywanym już, kanałem miejskim w towarzystwie Josepha Carvera. Co tu robili? To miało się zaraz kazać...
-Nie przejmuj się młody tym Hofferem... Tylko wyglądał niewinnie. Korupcja to jego dosyć mały grzech. Skupywał brnie, handlował narkotykiem, a kochanek miał tyle, że mógłby swój własny harem otworzyć. Zabiłeś bydlaka. Niestety muszę przyznać, że my z takich ludzi mamy duże korzyści, lecz taka jest obecna rzeczywistość. Skoro władza nic nie robi, to lud sam musi dbać o swoje interesy. Uprawa roli już nie jest wystarczającym sposobem na przeżycie chociaż jednego roku. Pomagamy biednym. Rozdajemy jałomurzne, a także wspieramy każdego, który jest w potrzebnie...
Rozjaśnił trochę Carver, po czym dotarli do jednego z tuneli, który prowadził na powierzchnie. Kanały miały być raczej tylko sposobem przedarcia się przez miasto, bez niepotrzebnych pytań patrolujących strażników...
Gdy już wydostali się z podziemi, Sam mógł dostrzec, że byli za burdelem "Oratorium".
-To taka ostrożność. Straż uwielbia właśnie w tej okolicy się kręcić. Dziwne, prawda?
Spytał retorycznie i wprowadził rekruta do środka przybytku, od tylnego wejścia.
W środku, w salonie, stała dosyć duża grupa ludzi, którzy należeli do Oratorium. Byli elegancko ubrani. A wśród nich, był też i Marco, który wystąpił im na przeciw.
-Poświadczam, że Sam O'Hood przeszedł próbę pomyślnie.
Szlachcic mógł czuć się zagubiony, ale Joseph od razu wprowadził go w sam środek tej zbieraniny, po czym zaczął się rozglądać...
-Gdzie kurwa to jest?- Spytał, po czym jeden z członków mafii podał mu rozgrzany w kominku kawałek metalu, w kształcie "O". -Podwijaj rękaw młody...
Następnie przyłożył mu to do skóry na wewnętrznej stronie przedramienia, blisko zgięcia łokcia, na tyle długo, aby oparzenie odbiło znak...
-No kurwa. Od teraz jesteś jednym z nas!
Wszyscy zaczęli klaskać, aby powitać Sama w swoich szeregach, jednak jasne było, że nie byli to wszyscy członkowie organizacji, a jedynie ci wyższego szczebla. Joseph zaś chwycił szklanke letniej wody i wylał ją w miejsce oparzenia, po czym dał mu wilgotną szmate, aby sobie ją przyłożył.
-No więc teraz możemy przejść do sedna sprawy. Chciałeś naszej pomocy, lecz najpierw musimy się wykaraskać z wojny. Naszej wojny. W Lyrii i Rivii panuje pięć organizacji, z czego jedna to nasza, najbardziej rozwinięta. W naszym władaniu jest Rivia i jej włości. Poltergeist których poznałeś, byli dawniej częścią Oratorium, jednak nie zgadzali się z naszymi zasadami, to sobie kurwa zaczęli działać po swojemu. A słaby sojusz właśnie się zerwał. Mają w rękach Lyrie, niestety. Nasze udziały w stolicy skończyły się właśnie przez jebany nóż wojny. Pozostałe trzy organizacje są pomniejsze, bo obcokrajowe i wspierają tych, gdzie lepiej chorągiewka im zawieje. Towerfull to Kaedweńczycy, sprzedają na północy i nie słyną z miłej aparycji. Rokosze to Nilfgaardczycy, prawdziwi elokwentni ważniacy, których napotkasz na południu kraju. A Lyrijskie Psy, niech Cię nazwa nie zmyli, to pieprzone elfy, rozsiane prawie w każdym mieście i sprzedający w dzielnicach nieludzi. Wszystkich wkurwiło, że Oratorium stało się takie "zacne", więc każdy zaczął się też bać o swoje dupsko, rozumiesz. Nie chcemy wojny ze wszystkimi. Wystarczy rozjebać Poltergeist, reszta wtedy zrobi się rozmowa...
Uśmiechnął się podejrzanie...
 
   Podziel się na:  
Sam O'Hood


STRONNICTWO:
Lyria i Rivia

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Szlachcic

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Lyria

WIEK POSTACI:
30 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Rozpoznwalny (w Lyrii)

MOTTO:
Raz ukiszonego ogórka nie da się odkisić

Wysłany: 2018-05-18, 22:25   

Nie tego się spodziewał Sam, gdy szedł ciemny, szczerze mówiąc niezbyt ładnie pachnącym kanałem. Oczywiście rozumiał, czemu akurat tamtędy szli. Też nie lubił tych zadawanych przez straż pytań. Zbyt dużo czasu poświęcali na prawych obywateli, a nie prawdziwych zabójców, którzy gdzieś tam byli i tylko czekali na swoją sposobność. A Oratorium? Oratorium zostawcie jego. On się tym wszystkim zajmie i jeszcze zaprowadzi w tym państwie porządek. Siłą, jeśli będzie trzeba. Choć wolał to zrobić raczej pokojowymi metodami i za pomocą Oratorium, choć nie znał jeszcze ich sposobu. I raczej szybko nie pozna, patrząc na to, że trzeba będzie najpierw zniszczyć inną, wrogą gildię. Tak więc padało jedno pytanie. Jak?
Gdy tylko gorący metal dotknął jego skóry Sam cicho stęknął. No szczerze sobie powiedzmy, kto wytrzymałby bez jęknięcia, przy przypalaniu skóry rozgrzanym do białości metalem. No tak myślałem, że tylko ktoś pozbawiony uczucia bólu, ale sam nie wiedział, czy takie osoby są bohaterami... czy potworami. Tak więc przycisnął szmatkę do ramienia, gdy został oblany zimną wodą i spojrzał na zebranych tam ludzi. Większość była zapewne wyższych rangą, zdziwił się więc trochę, czemu witają go sami przywódcy oratorium. Nie był w końcu, ani ważny, ani niebezpieczny... prawda? No... Chyba...
[b/] -Więc powiedz mi Josephie co mam zrobić. Od czego zacząć, aby jak najszybciej pokonać naszego wroga i zaprowadzić pokój? Powiedzcie mi co mam zrobić, a zrobię to bez wahania. Wojna już za długo niszczy mój kraj. Bezkrólewie jest chorobą, którą trzeba zakończyć, a niezdecydowana szlachta największym zakażeniem. Trzeba to zakończyć jak najszybciej to możliwe. Więc pytam was. Co mam zrobić? W zamian za moją pomoc zrobię wszystko. [/b]
Powiedział głośno i wyraźnie, mówił to od serca, z płomiennym spojrzeniem, jakby rzucał wszystkim tam zebranym wyzwanie. Pytanie brzmiało, kto był gotowy je podjąć? W końcu skupił swój wzrok na Carverze.
 
   Podziel się na:  
Mistrz Bartholomeo


STRONNICTWO:
Każde

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Bard

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Każde

MOTTO:
Opowiedzieć Ci historię?

Wysłany: Wczoraj 14:56   

MG = Joseph Carver

Przemowa Sama była bardzo budująca, oraz patriotyczna, dlatego każden zebrany już wiedział z kim mają styczność. Liczyli jednak, że nie był prawym moralistą, bo o ile patriotyzm nie przeczy ich zasadom, to jednak obywatelskie postępowanie może utrudniać, niekoniecznie legalne, działania całej tej szajki...
-Nieźle młody. Każdego szlachcica wychowują w takim duchu? Szkoda, że jednak większość z nas doświadczyło tylko przemocy tych "wielkich patriotów". Nauczyliśmy się żyć w tym zepsutym państwie, jeszcze kiedy król zajadał się pysznościami w pałacu, gdy my nie mogliśmy nawet wykarmić swoich rodzin. Wiesz czemu te bezkrólewie tak długo trwa? Bo każdy polityk chce tych pyszności. Chcesz wytępić tę zarazę zwaną szlachtą? To zacznij od problemu, który istnieje dłużej, niż oni. Skup się na prostych ludziach, a dopiero potem myśl o tronach. Bo wtedy nie różnisz się od nich. Może otworzymy Ci oczy na prawdziwe priorytety... Lecz dziś świętujmy.
Powiedział, chcąc uświadomić go, że w jego oczach widzi prawdziwe zamiary. Władze. A przed tym chciał go ostrzec. Marco otworzył whisky, które oczywiście zaczął wszystkim rozlewać.
Tak, Sam zawsze zwracał uwagę na chłopów. Lecz, czy chęć zdobycia władzy, nie stawała się powoli u niego zwykłą chciwością...?

*Następnego dnia*


MG = Marco, Darius aep Raufuss (KLIK)

Był to dosyć słoneczny dzień, który lepiej było spędzić poza miastem, niż w nim. Obok Rivii stał Zajazd "Pod Jelcem", do którego najczęściej przychodzili wieśniacy, aby napić się zimnego piwa. Wokół były tylko pola i w niedalekiej odległości, chłopskie chatki. Istna sielanka.
Przy jednym stoliku ulokowanym przed gospodą, siedział Sam i Marco, oczywiście w swym pokaźnym kapeluszu, chroniącym go przed słońcem. Spotkanie zainicjował oczywiście ten drugi, chcąc zwyczajnie pogadać.
-Dobre piwo. Zresztą sami je dostarczamy oberżyście. Odkąd trwa nieład, wiele interesów upadło przez brak dostaw i wsparcia radnych miast. Ten przybytek jest wyjątkiem, bo zadbaliśmy o niego. Zresztą, finansujemy i wspomagamy wiele miejsc, dających jakiś pożytek obywatelom, wszelakiej maści. Oczywiście zwraca się to w dochodach. Więc chyba nie jesteśmy tacy źli?
Uśmiechnął się upijając łyk piwa. Nie można było odmówić Oratorium tego, że potrafili się przysłużyć. Zresztą, próbowali sobie radzić z obecną sytuacją. Niestety fisstech i handel brońmi należało już do tej ciemnej strony interesów...
-Dalej boli oparzenie? Mnie piekło dwa dni. Ale nie żałuje. Odnalazłem u Carvera bezpieczeństwo i nowy sens życia. Zresztą tak jak większość. Możesz o nim myśleć jak o prawdziwym gnoju i dupku, ale nawet nie wiesz ile nerwów go to wszystko kosztuje. Kieruje się wyższym dobrem, nawet jeśli droga ku temu jest dosyć brudna. Gdyby nie on... Cała Rivia umarłaby z głodu lub chorób. Zresztą nie tylko...
Wytłumaczył Josepha, chcąc go tak jakby obronić przed odgórnymi osądami. Marco był jego cappo, prawą ręką, która zajmuje się nawet najstraszniejszymi rzeczami. Znał więc jego intencje jak nikt inny.
-Choć ciekawi mnie, czemu wybrałeś akurat nas. Jesteś drugim szlachcicem, który zapragnął się z nami sprzymierzyć. Należysz do tych uboższych? Albo król zalazł Ci za skórę?
Wypytywał ciekawsko, gdy nagle dołączył do nich czarnowłosy mężczyzna, przysiadając się bez zaproszenia...
-Witam zebranych. Ploteczki beze mnie?
Spytał z zawadiackim uśmieszkiem.
-Dariusie, co Ty tu robisz? Carver wysłał Cię na zwiad do Lyrii...
-Ano wysłał. I wróciłem. Poltergeist to totalni idioci. Ich szef, Benjamin, kazał swoim ludziom zniszczyć nasze gospody. A oni pomylili je z tymi należącymi do Towerfull! Carver odsprzedał im kilka w zeszłym miesiącu, a durnie z Lyrii o tym nie wiedzieli. Kaedweńcy się ostro wkurwili i zerwali z nimi sojusz. Teraz Poltergeist prowadzi wojnę na dwa fronty. Ja wiedziałem, że to kretyni, ale żeby aż tak?
Marco uderzył pięścią w stół.
-To rewelacja! Znaczy to, że możemy pertraktować z Towerfull! Co więcej, ogłosić propagande ukierunkowaną do reszty, że Poltergeist wbija nóż w plecy każdemu sprzymierzeńcowi!
Darius zaśmiał się, niewiadomo dlaczego, lecz był bardzo rozbawiony, że aż chwycił piwo Marco i samemu zaczął je pić.
-Aleś Ty mądry "Chirurgu"... Już dawno powiedziałem to Josephowi, który pewno wysłał list do "Dużego Kedweńca". Chce, abyśmy wspólnie teraz rozpierdolili kilka lyrijskich przybytków, tak aby się odegrać...- Puścił mu oczko, po czym spojrzał na Sama, cały czas niezauważalnego przez wszystkich... -O, Ty to ten nowy jesteś! Darius aep Raufuss! Tyś Sam O'Hood, prawda? Czeka nas owocna współpraca.
Nilfgaardczyk uśmiechnął się w jego stronę. Zdawał się być lekkoduchem, a także optymistą, co za tym idzie, sympatycznym gościem. Całkowite przeciwieństwo stereotypowego Czarnego.
Marco chrząknął.
-Darius jest naszym zwiadowcą. Sprawdza się w tym...
-Sprawdza?! Jestem najlepszy! Dawniej służyłem Cesarzowi jako szpieg, nim wziął i umarł, potem zajmowałem się w Temerii przerzutką czarodziejów z Północy, na Południe, ale gdy zdałem sobie sprawę, że niezależnie kto zostanie nowym cesarzem Nilfgaardu, po tej pierdolonej wojnie domowej, to przez czarodziejów cały świat będzie miał przesrane, bo każdy kandydant na tron jest zdrowo pierdolnięty na punkcie władzy absolutnej. Wolę się już przysłużyć postym ludziom na tej zatraconej ziemi pełnej anarchii, niż odwalać brudną robote dla tyranów!
-Ale piwo to i tak lubisz innym kraść...
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo







Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 9