Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Wody przybrzeżne
Autor Wiadomość
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-01-08, 16:46   

,,Fakt, Reinhart był sprytny, a pokrętna moralność czyniła z niego niebezpiecznego intryganta, któremu nigdy nie wiadomo o co chodzi, nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Rein rzucił znak o takiej sile, że Aranai bez problemu pośpi sobie do wieczora, bez żadnych problemów z bezsennością. Kiedy, wyszedł, zastał Igrid, po której aż było widać, że nie stała bezczynnie. Jej słowa tylko to potwierdziły. Nie miał jej za złe podsluchiwania, na jej miejscu też pewnie by się o to pokusił. No i skoro już wiedziała na czym sprawy stoją, to Rein nie musiał streszczać przebiegu całej rozmowy. Kiwnięciem głowy zaaprobował plan Skelligijki i już miał iść, gdy ta złapała go za rękę.
- Nie przejmuj się. - mruknął krótko, niby na pocieszenie, acz pewnie mu to nie wyszło. Co miał więcej powiedzieć? Ot, przyjął przeprosiny i wsio. Na tę chwilę relacja Reina i Igrid pozostawały dość neutralne, ale i tak czarnowłosa była dla niego ważniejsza od kogokolwiek na tym świecie. No, może oprócz takiej jednej...


Jakiś czas później Reinhart siedział na beczce, pił i obserwował jak Gunter gra z Williamem w kości. Sam nie miał za bardzo żyłki do hazardu, nigdy nie interesował się grą, więc uczył się poprzez obserwację. Rzecz jasna mało się odzywał, co najwyżej parę razy skomentował amatorskim okiem grę konfratrów, albo odpowiedział na jakieś mało znaczące pytanie. Jeszcze się nie upił, więc jęzor mu się nie rozwiązał. Jeszcze to słowo klucz. No i oczywiście wiedźmin będzie musiał więcej w siebie wlać, by dojść do stanu zarzygańca, ale z taką kompanią to pewnie tylko kwestia czasu... niedługiego, bo rum cholernie mocny.
- Hmmm. Nie stanąłby w polu, jest już na to za stary i zbyt mądry. Wie, że sam nie miałby szans, dlatego wyręczyłby się Perunem Raeuterem. - odpowiedział Gunterowi, po czym upił łyk. Perun Raeuter, niewiele mniej znany od Reinharta wiedźmin, który dzięki swoim zasługom dla Redanii uzyskał herb szlachecki, rycerstwo, przywileje i stanowisko doradcy oraz ochroniarza samego Radowida. Jednocześnie był Wielkim Mistrzem Redańskiego Zakonu Orła Najświętszego Ognia. Typ szeroko znany, ustawił się o miliony razy lepiej od Reinharta. Jednak to ten drugi nosił tytuł najznakomitszego szermierza na tym świecie, obaj wielokrotnie się ze sobą ścierali. Zawsze to Reinhart wychodził zwycięsko. Nie znaczyło to że Perun jest słaby, wręcz przeciwnie. Nie należało go absolutnie lekceważyć. Reimhart go szanował i rad był, że ostatnio rozstali się jako sojusznicy.
Wtem do uszy wszystkich dobiegł charakterystyczny dźwięk wydawany przez najszlachetniejszego spośród ptaków - orła. Reinhart uśmiechnął się, kto nadlatuje. Nabrał absolutnej pewności, kiedy w ciemności dało się już zobaczyć ptaka w pełni jego okazałości. Wiedźmin wystawił ramię, na którym ptak mógł wylądować.
- Wróciłaś, Aquileo. Zawsze wracasz. - podrapał ptaka po szyjce. Nie widział jej od kiedy stoczył walkę z Syriuszem. Miał obawy, że zginęła podczas pożaru, ale uciekła, a teraz odnalazła swojego pana. To czyniło ptaka jeszcze bardziej wyjątkowym niż był. Jednak niegrzecznie byłoby ignorować rozmówców, więc rzekł do Guntera.
- Zauważyłem u ciebie głęboką urazę do Redańczyków. Można wiedzieć z czego ona tak naprawdę wynika?
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-01-08, 17:53   

MG = Gunter, William de Lancart

Blondasek słysząc wypowiedź dotyczącą Radowida, aż zmuszony był wziąć głębszego łyka.
-Perunem Raeuterem? Reinhartcie, Ty chyba długo posiedziałeś na tych wyspach.
Zaśmiał się, niczym jakiś czarny charakter niezłego opowiadania. Wielkolud także zarechotał. Chyba wiedźmin nie był w temacie.
-A to my na morzy tkwimy. Zakon Orła Najświętszego kurwa Orła oddzielił się od Redanii i wszystkich jej interesów. Nawet nie wiem, czy teraz nie nazywają się inaczej...- Gunter rzucił kośćmi. -Poszło chyba o jakieś zamki i terytoria. Chuj wie. Nawet religia tu nie pomogła. Zakon jest niezależny, działa na własną rękę. Mości Wielki Mistrz Perun Raeter raczej nie stanąłby teraz w obronie Cesarza Radowida. Nie jest już jego przydupasem...
-Podobno jego córka zaginęła, a Radowid nawet palca nie ruszył, by ją odnaleźć, przez co Perun się śmiertelnie obraził.
Obaj dopowiedzieli mu jak było. Reinhart sam nie wiedział ile minęło od walki z Syriuszem. Zaraz po tej teleportacji był nieprzytomny. Kiedy zjawiła się Igrid...? Tego nie mógł wiedzieć...
Nagle spostrzegli orła, który najwidoczniej należał do wiedźmina. Nikt się nie spodziewał, że zwierze może być takie mądre. Byli jakieś dwa dni rejsu od Gors Velen, na pustych wodach. Odnalezienie ich graniczyło z cudem, co za tym idzie - ptaszysko było dowodem na orlą inteligencje. O ile była normalna.
Nikt jednak tego nie skomentował, poza spojrzeniem, gdyż Reinhart zadał pytanie wielkoludowi. Ten zakaszlał.
-Gdyż sam jestem Redańczykiem, któremu naród nie okazał wdzięczności. Byłem żołnierzem w służbie redańskiej korony, wykonywałem wszystkie polecenia pieprzonego monarchy. W końcu się wypaliłem. Poznałem wtedy bardzo młodego chłopaka. Constantina Deveza. Był kapitanem statku handlowego. Na prawdę, był prawym człowiekiem i kupcem. Odszedłem z wojska i zaciągnąłem się na jego okręt w idealnym momencie, bowiem postanowił porzucić interesy handlowe i stać się korsarzem. My staliśmy się korsarzami. Innymi słowami, byliśmy wynajmowani przez te państwa nadbrzeżne, które dużo płaciły i posyłano nas w największe gówno, abyśmy odwalali brudną robotę. A najwięcej takich zleceń dawała nam kurwa Redania. Mało tego. Na końcu nas oskubała ze wszystkiego, gdy wybuchła wojna z Nilfgaardem, uznając korsarstwo za nielegalną działalność. Deveza i załogę wyjęto spod prawa, dlatego zostali piratami, nie chcąc oddawać swej wolności, a ja zamiast popłynąć z nimi, pozostałem jebanym patriotą i wziąłem udział w wojnie. Walczyłem u boku Edgara Rzeźnika, o czym Ci wcześniej wspomniałem. Wiesz co było, gdy rozpierdol w końcu się zakończył? Poklepano nas po ramieniu, po czym wprowadzono ten chędożony Najświętszy Ogień na całym świecie, szerząc terror za który w pełni odpowiada MOJA OJCZYZNA! Dlatego odnalazłem Deveza... Jedynego poczciwego złodzieja na tym świecie. Nikt nie zna go tak długo jak ja. Dlatego nie śmiejcie mówić o nim źle, przy mnie...
Wstał po bardzo długim wywodzie, unosząc butelkę rumu w ramach toastu.
-ZA ŚMIERĆ CESARZA!
Wstał William.
-ZA UPADEK NAJŚWIĘTSZEGO OGNIA!
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-01-11, 20:14   

Owszem, kompletnie nie był w temacie, toteż zrobił nieco zdziwioną, niejednoznaczną minę, kiedy jego rozmówcy zareagowali śmiechem. Czyżby coś się aż tak pozmieniało, odkąd stoczył feralną walkę z Syriuszem? Spojrzał pytająco po twarzach Guntera i Williama, dopóki jeden z nich nie zaczął opowiadać. Reinhart spokojnie wysłuchał nowych dlań wieści i upił trochę rumu.
- Cóż... to znacząco zmienia postać rzeczy, a być może nawet sytuację Redanii. Zakon był znaczącą siłą militarno polityczną. Jeżeli się nie mylę, to w skład wchodziło kilkanaście tysięcy braci-rycerzy, to więcej niż liczyła armia Lyrii i Rivii swego czasu. Jakby tego było mało, wszyscy zostali wyszkoleni według wiedźmińskiego stylu walki. Perun ma wierną sobie armię, nader groźną i nie mającą swojego skrawka ziemi. Pytanie, komu ją wyrwą. - wyraził swoje zdanie, wzdychając przy tym ciężko. Nie lubił rozmawiać o polityce, ale ostatnimi czasy babrał się w niej zanadto, by nie znać pewnych kwestii.
Mniejsza o to, by gdy dopowiedzieli Reinowi o losach córki Peruna, ten zaniemówił. Nagle przypomniał sobie dokładnie o rozmowie z Perunem. Wynikła z niej pewna umowa - po zakończeniu misji w Lyrii Reinhart miał wziąć Anastasię ze sobą w podróż, nauczyć ją wszystkiego, czego uczono jego samego. Na śmierć o tym zapomniał i z zażenowania aż palnął kolejnego, tym razem porządniejszego łyka. Jeszcze trochę i będą harce.
Aquilea wzniosła się w powietrze i usiadła na szczycie masztu, skąd miała doskonały widok na horyzont. Reinhart nie mógłby sobie wyobrazić lepszej zwiadowczyni.

Następnie dane mu było wysłuchać historii Guntera. Słuchał z uwagą, która póki co pozostawała niezakłócona przez wpływ alkoholu. Słowo klucz - póki co.
- Mam nadzieję, że zdążyłeś pojąć, iż w tym świecie wdzięczność nie zna swojego miejsca i istnieje tylko w pozorach. Dawno temu zdałem sobie sprawę, że nigdy nie należy nastawiać się pozytywnie na cokolwiek, bo można się niesłychanie zawieść. Odgórnie wolę założyć czarny scenariusz i się nań przygotować, niż potem cierpieć i narzekać jak to ja źle skończyłem. - skwitował, a chwilę później wziął kufel w dłoń i wstał na toast.
- Za nas! - zakończył jako trzeci, z typowym dla siebie entuzjazmem - niewielkim.
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-01-11, 21:11   

MG = Syriusz Leopold Tarrs, Constantino Devez, Gunter

Gdy panowie wypili toast, Gunter przetarł usta, które pochlapał wraz z brodą. Postawił kufel na skrzyni, po czym sam usiadł wzdychając nieustannie, jakby się zapowietrzył.
-Masz kurwa rację, Reinhartcie, lecz byłem wtedy młodszy... bardziej marzycielski. Redania napawała mnie dumą. Przejeliśmy większość znanego nam świata, wydzierając go z łap pieprzonego Nilfgaardu, a na koniec dostaliśmy kopa w dupę. Tak się traktuje żołnierza i patriotę. W dupie mam taką służbę. Ja jestem swoim dowódcą. Znaczy Devez jest.
Zarechotał rozweselony, a William także spoczął, chcąc sobie odpocząć. Toasty po rumie były niezwykle męczące.
Wielkolud chrząknął, gdyż coś mu przyszło na myśl.
-A wracając do tematu Zakonu, to od siebie mogę powiedzieć jedno... To jebnie, wiedźminie. Radowidowi skończył się czas dobrej passy. Jego armia została w dużym stopniu osłabiona, dodatkowo stracił sprzymierzeńca z Caratu... To początek. Wierzę, że teraz wszystko pójdzie lawinowo. Ciota zostanie sama jak palec... Byłoby pięknie...
Will poklepał go po ramieniu, bo zgadzał się z jego słowami. Żadne imperium nigdy nie trwa wiecznie...

*

I stało się. Przeznaczenie nadeszło... Wiedźmin nie był w stanie uciec przed swoim losem...
Na samym środku pokładu pojawiła się lewitująca wiązka światła, która powoli się powiększała, a jej wnętrze było niczym zburzona tafla wody. Piraci na jej widok zaprzestali swych czynności, każdy gapił się na to z bezpiecznej odległości. Uwaga, nawet kapitan Devez wyszedł ze swojej kajuty, gdy ujrzał światło, a ciężko o to nie było w kompletnej ciemności tej nocy.
-Co to kurwa jest...
Mruknął Constantino. Gapiów było coraz więcej, nawet ledwo obudzonych. Wiązka światła miała już dwa metry średnicy, przez co budziła niepokój. Niespodziewanie z tajemniczej mocy wyłoniła się ludzka ręka, a potem noga. Chwilę później reszta ciała przeszła przez nią, jakby wygrzebywała się z gęstego mułu. Kiedy jednak znalazła się na pokładzie, wiązka światła szybko zmalała, aż ostatecznie zniknęła tak tajemniczo, jak się pojawiła. Nieznana postać zdjęła kaptur swojego czarnego płaszcza, a każdy chwycił za broń w przerażeniu wywołanym niewiedzą. Gdy nowo przybyły osobnik odwrócił się w stronę najbliższej lampy, wszyscy mogli ujrzeć jego młodą, zarośniętą i przystojną twarz. Włosy miał średniej długości, lecz wszystkie ulizane w tył. Wyglądał złowrogo...
-GDZIE JESTEŚ, REINHARTCIE Z VIROLEDY?! ODNALAZŁEM CIĘ!
Wykrzyczał tajemniczy osobnik, a Gunter słysząc to wstał, chwytając swój toporek, który wcześniej wbił w baszt.
-Czegokolwiek od niego chcesz, dziwadle, zginiesz!
Warknął, na co nieznajomy zareagował delikatnym śmiechem.
-Ależ ja nie przybywam w złych intencjach...
Devez zszedł na pokład z przygotowanym mieczem.
-Zabić...
Rozkazał, a dwóch piratów zaszarżowało na młodego mężczyznę. Ten jednak machnął tylko ręką, a wodna łapa wyłoniła się z morza, chwytając ich i wciągając w morskie odmęty. Byli straceni. Wszystkim szczeny opadły.
-Czarodziej...
Wyszeptał Contantino.
-Syriusz Leopold Tarrs. Przybyłem do mojego dobrego przyjaciela...- Zerknął w stronę wiedźmina. -Kopę lat...- Uśmiechnął się wrednie.
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-01-12, 23:05   

UTWÓR

- Bez wątpienia. - odpowiedział krótko obojgu, uważając, że to dobra odpowiedź na obie wypowiedzi. Nie lubił się rozdwajać w rozmowie. Rozumiał Guntera, był wtedy młodszy, mniej wiedział o świecie i jego naturze, ale nauczył się na własnym błędzie, to się liczyło. Willowi nie sposób było odmówić racji, Redania tak szybko jak się rozrosła, tak szybko padnie, bo to gigant o glinianych nogach. Radowid był jak gnuśny pijak, który obżarł i opił się niesamowicie, po czym dostał rozwolnienia. Nilfgaard trzymał ziemie aż po Jarugę przez ponad sto lat, bo nie zdobył wszystkiego od razu, a stopniowo podbijał kolejne terytoria i osadzał tam swoich możnych. Społeczeństwo post-nilfgaardzkich królestw i księstewek będących teraz pod jarzmem Redanii, zdążyło się już przyzwyczaić do władzy Czarnych, toteż nikt się nie zdziwi, gdy wybuchną rebelie.
Najświętsze Przymierze się sypało, Carat się wyłamał, Redania uginała się pod własnym ciężarem...
- A co ze Ske... - ozwał się, ale nie zdążył dokończyć, gdy wybuchło jakieś zamieszanie. Wiedźmin obrócił się i od razu zmarszczył brwi, przeczuwając, że czymkolwiek było to nadlatujące światełko, nie było naturalne. Skrzyżował przedramiona przed sobą, gotując się do rzucenia Heliotropu, widząc jak kula się rozszerza i obawiając się, że może być czymś na wzór bomby. Kilka sekund teoria z magiczną bombą runęła, kiedy z owalu zaczęła wyłaniać się ludzka sylwetka. Wtedy też Reinhart zrezygnował ze znaku i powędrował dłonią ku rękojeści stalowego sihilla. Czarne ostrze syknęło, ale z racji swojej barwy i pory dnia pozostawało ledwo widoczne nawet przy świetle pochodni.
Reinhart zacisnął wściekle zęby, dostrzegając już, kto wyłonił się z portalu. Obudziła się w nim rządza mordu, która nieomal zaślepiła mu zdrowy rozsądek.
- Ty skurwysynu... - syknął, ledwo co zwracając uwagę na pochłanianych przez wodę piratów. Rzucił znak Quen i w biegu zeskoczył przez barierkę na dolny pokład, by stanąć bezpośrednio przed Syriuszem.
- Jak zwykle przyobleczony w całun fałszywości... - warknął, przyjmując postawę wyjściową umożliwiając sobie łatwą reakcję ofensywną i defensywną.
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-01-13, 19:30   

MG = Syriusz Leopold Tarrs

Nie minęła chwila, gdy nagle wiedźmin dostrzegł swojego największego i godnego nemezis. W bardzo okazały sposób zeskoczył na sam pokład "Wiedźmy", nie robiąc sobie przy tym żadnej krzywdy. Czarodziej zmierzył go chłodno, znając dobrze tą prostą sztuczkę. W końcu mutanci znali jedynie sztuczki, nie równającej się prawdziwej magii.
Kiedy byli już na przeciw siebie, Syriusz założył jedną rękę na plecy, drugą położył na piersi i ukłonił się z lekka.
-Oh, Reinhartcie, bardzo niemiło mnie określasz. Lecz coś Ci zdradzę...- W tym momencie wykonał palcem zawirowanie w powietrzu i ni stąd, ni zowąd, wokół tej dwójki zrodziła się mgła, całkowicie oddzielająca ich od całej załogi. -...to nie fałszywość, a spryt jest moją cechą. Teraz przykładowo sprawiłem, że możemy porozmawiać, a nikt inny niczego nie usłyszy, ani tu nawet nie wejdzie... Tak, Ostatni Gryfie, porozmawiać, a nie walczyć...
Syriusz zrobił kilka kroków w tył i zakręcił się wokół własnej osi. Nie wiadomo co chodziło mu po głowie, lecz zawartość myśli w jego mózgu z pewnością byłyby trudne do pojęcia. Reinhart już znał swojego rywala. Już w Caracie Kaedweńskim poznał się na jego błyskotliwym umyśle i zdolnościom do manipulacji. Poza tym w boju był niebezpieczny. Byli na środku morza, wystarczyła iskra, aby wszyscy poszli na dno...
-Wybacz mi za ten incydent po naszej akcji w Ard Carraigh. Hadrian Calveit rozkazał mi Cię sprowadzić do siebie. Po tym jak mi się nie udało, nie mogłem powrócić do Miasta Złotych Wież. Hadrian to... sadystyczny szaleniec. Nilfgaardczycy z pewnością by mnie rozszarpali za niepowodzenie mojej misji. Więc nie przejmuj się. Mamy wspólnych wrogów...- Puścił mu oczko z chamskim uśmieszkiem.- Postanowiłem znaleźć nowego sprzymierzeńca. Radowida V Srogiego. Dni Cesarstwa Nilfgaardu minęły. Teraz to Imperium Redańskie trzyma rękę na całym kontynencie.Lecz nawet tak potężny człowiek jak redański Cesarz potrzebuje pomocy. Twojej także, królobójco.
Czarownik rzucił urok iluzji na drewniane podłoże, na którym pojawiła się mapa całego Imperium, wliczając wszystkie prowincje. Syriusz podszedł do Jarugi i wskazał ręką na wszystkie tereny od Nazairu, po Etolie. Każda z tych prowincji migała czerwonym połyskiem.
-Po tym jak rozpętaliśmy piekło w Caracie, zadając cios Najświętszemu Przymierzu, ludzie zaczęli uważać, że Cesarz nie jest nieomylny. Dlatego Radowid ma dla Ciebie zadanie...
Sposób w jaki zaczął rozmowe z Reinhartem oznaczał jedno... Fakt, że pomógł Redanii dokonać zamachu na Tankredzie, będzie się za nim ciągnął...
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-01-13, 23:24   

,,Reinhart miał bardzo głębokie podstawy, by nie ufać Syriuszowi. Nie ufał jego słowom, wiedźmin nie da się zwieść fałszywymi zapewnieniami, dlatego zaczął się mieć na baczności jeszcze bardziej, gdy wokół nich powstała szczelna kopuła. Kopuła, a może mgła? W każdym razie co by to nie było, zgodnie ze słowami czarodzieja skutecznie oddzielono ich od wszystkich innych znajdujących się na statku.
- Zmieniasz stronnictwa zawsze, kiedy zaczyna się robić niewygodnie? A więc kwestia czasu, kiedy i od Radowida uciekniesz. - odpowiedział, nie spuszcając gardy. Domniemana prośba Radowida do Reinharta nie zdziwiła go. Już dwukrotnie ,,przysłużył" się Redanii na jej drodze do zwycięstwa, eliminując uciążliwe pionki z planszy. Gryf wiedział, że tak szybko Radowid nie zrezygnuje ze skutecznych, acz drogich usług poszukiwanego wiedźmina. Mimowolnie spojrzał w dół, kiedy drewniany pokład przemienił się w mapę znanego świata. Kiedy Syriusz łaził sobie po Nilfgaardzie, Reinhart twardo stał centralnie na Ard Skellig.
Zmrużył oczy i rzekł:
- Niech zgadnę, mam zabić któregoś z Calveitów? Jana, Hadriana? A może Peruna, który tak bardzo nadepnął na ego Radowida? Mów, bo brak mi cierpliwości.
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-01-14, 00:34   

MG = Syriusz Leopold Tarrs

Syriusza ani trochę nie dziwił brak ufności Reinharta i postawa bojowa przeciwko niemu samemu, gdyż przecież przy ich poprzednim spotkaniu starli się w epickim pojedynku. Pan Tarrs jednak bardziej od siły magii, cenił siłę słowa, bo to dyplomacją można było zajść jak najdalej, bez zbędnych ofiar...
-Ciekawe spostrzeżenie, lecz nie tak bym to odbierał. Popieram tych, którzy mają prawdziwą szansę za osiągnięcie sukcesu. Słabi zawsze przegrywają. Należy usuwać skażoną tkankę organizmu. Chyba rozumiesz? Tankred zginął, bo doprowadził do głodu obywateli. Półręki Car nie potrafił pilnować w ryzach swojego Kaedwen. A każdy Calveit to zguba dla tej resztki ich Cesarstwa... Czyż jednak Radowid nie udowodnił, że jest prawdziwym geniuszem? Po co wspierać przegrane z góry ofiary...
Odpowiedział, starając się przedstawić tok swojego rozumiewania. Prawdę mówiąc była w tym jakaś prawda, której wiedźmin nie był w stanie odrzucić. Lecz ile były warte mądrości tego czarodzieja?
Syriusz otoczył wszystkie prowincje swoimi wolnymi krokami, po czym zaśmiał się krótko, z powodu pytań Reinharta, mających na celu wyjaśnić mu, ze sprawa jest trochę inna.
-Calveici są nieważni. władają skrawkiem świata i nic nie wskazuje, by miało to się zmienić. Po przegranej wojnie te nazwisko straciło na znaczeniu.- Przeszedł znowu kilka kroków, otaczając Ostatniego Gryfa. -Perun jest za to zbyt ważny ze względu na Najświętszy Ogień. Zabijając go, Cesarz straciłby cały autorytet...- W końcu się zatrzymał, znöw na przeciw niego.
-Cesarz sam Ci powie w czym rzecz. Nie akceptuję sprzeciwu. Jemu się nie odmawia. Nie wiem jak to zrobisz, lecz musimy dotrzeć do Novigradu... Użyłbym teleportu, jednakowoż aby Cię odnaleźć zużyłem sporo mocy na wytropienie Cię dzięki Twej krwi, która skapała na nie spalonej trawie...
Jego kącik usr niepokojąco uniósł się w górę. był jak szatan, podpisujący cyrografy...
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-01-15, 20:17   

,,Reinhart z czystej grzeczności i ciekawości zarazem wysłuchiwał tego, co miał do powiedzenia Syriusz. Pozwolił sobie na prychnięcie, słysząc pierwszą część ogólnej wypowiedzi czarodzieja. Tym bardziej się nie krępował, by mu coś wytknąć.
- Człowiek-chorągiewka. Kierujesz się tam, gdzie zawieje silniejszy wiatr i służysz mu, by, jak już wspomniałem, prędzej czy później zdradzić i podążyć innym torem. Tak będzie, bo Redania maleńkimi kroczkami ugina się pod własnym ciężarem, czego Radowid jest świadom. I tak jak wcześniej ja byłem narzędziem, które usunęło przeszkody na drodze do wielkości, tak teraz muszę te przeszkody usunąć, by zapobiec upadkowi. Pytanie - ile mam racji? - odparł, zmieniając swoją pozycję w zależności od położenia Syriusza. Nie dał się okrążyć. Słowa odnośnie Calveitów i Peruna przyjął z milczeniem. Syriusz miał akurat w tej kwestii rację, po Morvranie Voorhisie Jan Calveit zapowiadał się na obiecującego wodza, a wyszedł co najmniej na średniego, który nie potrafił zapobiec degradacji cesarstwa. Hadrian zapowiada się jeszcze lepiej, ale już teraz budzi powszechny lęk. Na pewno byłby dobrym intrygatorem i wojskowym, za to kiepskim administratorem. Oczywiście jest to tylko gdybanie, nigdy nic nie wiadomo. A Perun... Reinhart wolałby go pominąć, choćby orzez wzgląd na wspólną przeszłość i wiedźmiństwo. Byli jednymi z ostatnich wiedźminów, szkoda by było, gdyby wyginęli całkowicie.
Rein westchnął.
- Spotkam się z Radowidem, jeśli nie kłamiesz. Ale ciebie nie chcę tu widzieć. Precz."
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-01-16, 10:30   

MG = Syriusz Leopold Tarrs, Constantino Devez, Igrid Wygnana

Kpiąca odpowiedź Reinharta była dla niego jak najbardziej spodziewana, choć jeszcze bardziej oczekiwał, że ten rzuci się na niego z mieczem. Na szczęście nie taki był obrót spraw, inaczej "Wiedźma" zakończyłaby już swój rejs na dnie morza...
-Wiesz, wiedźminie, to nie do końca tak. Ja po prostu kształtuje przyszłość, by była dla nas jak najlepsza. Dużo ze mnie z altruisty.- Zakpił i przeszedł do tematu dalej. -Racji masz wiele, Reinhartcie z Viroledy, bowiem zawsze musi być ktoś od brudnej roboty. Lecz, gdy ściga Cię cały świat, warto być sprzymierzeńcem największego mocarstwa na znanych nam lądach...
Czarodziej uśmiechnął się kończąc swoją wędrówkę po tym małym elemencie pokładu, by następnie zastukać butem o drewniane podłoże. Mgła zaczynała się powoli rozwiewać, jednak nim zwróciła ich zewnętrznemu światu, Acymistrz Ognia zrobił krok w stronę rozmówcy.
-Aby Cię odnaleźć, użyłem maleficarii, dzięki Twojej krwi, którą "zgubiłeś" w ard carraightckim lesie. Kosztowało mnie to zbyt dużo energie, więc chcąc nie chcąc, muszę płynąć z wami, piratami...
Rzucił mu spojrzenie mówiące "a spróbuj tylko coś zrobić" po czym zwrócił się w kierunku kapitana Deveza, gdy tylko ich schron opadł. Wszyscy wokół zostali wybudzeni z letargu, przez co mogli być rozkojarzeni.
-Co się...
Mruknął Constantino, gdy nagle czarodziej wręczył mu sakwę 1000 koron novigradzkich od samego Cesarza.
-To mój podarek w ramach tego zamieszania i dalszego rejsu. Mój przyjaciel Reinhart pozwolił mi płynąć z Wami na kontynent za Pańskim pozwoleniem, Kapitanie...
Syriusz ukłonił się, natomiast Constantino łasy na złoto wiele nie myślał.
-Dobrze więc. Ale tylko w jedną stronę! A wiedźmin nadal ma mi oddać obiecaną opłatę.- Odparł szybko chowając monety za pazuchę starego płaszcza i zwrócił się do załogi. -DO PRACY, SYNOWIE DZIWEK I KOCHANKOWIE MORZA! GORS VELEN PRZED NAMI!
Cała załoga rozbiegła się, chcąc uniknąć większej ilości krzyków kapitana, chociażby z faktu, że niedawno się obudzili. Sam Pan Tarrs bez słowa udał się pod pokład, znikając wszystkim z oczu i pozostawiając Reinharta bez wyboru. Gunter i William popatrzyli na niego jeszcze tak chwilę, lecz stwierdzili, że nie będą teraz wypytywać. Tylko Igrid podeszła, czując wielką potrzebę by tak zrobić. To nie wścibskość tym razem, lecz... troska?
-Rein, to wszystko było takie dziwne! Czy ja dobrze słyszałam jak on się nazywa? Czy to nie ten czarodziej co Cię skrzywdził i wyrzucił na And Skellig? Czemu on tu może bezkarnie być, wśród nas?!
Spytała patrząc w jego kocie oczy...
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM




Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 10