Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
"Przekleństwo krwi..."
Autor Wiadomość
Mistrz Bartholomeo


STRONNICTWO:
Każde

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Bard

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Każde

MOTTO:
Opowiedzieć Ci historię?

Wysłany: 2018-05-15, 16:36   "Przekleństwo krwi..."

Przekleństwo krwi...

Syriusz Leopold Tarrs KLIK | Thalion Rahelin KLIK | Mirion Rahelin KLIK


Bard Bartholomeo zachłysnął się piwem.
-Co?! O Rahelinach mam Ci opowiedzieć? Kim jesteś?
Spytał mężczyzny w barze, który podszedł do niego, nie do końca taktownie, gdyż kaptura nie ściągnął.
-Chce usłyszeć o ferelnej nocy, gdy przybył Czarodziej, do ostatnich Rahelinów...
Powiedział jegomość, po czym z rękawa wysunął mu się sztylet. Trubadur poczuł, że jest w niebezpieczeństwie, a ten nieznajomy przybył nie po bajeczke, lecz informacje. Bał się jednak odmówić, czy chociażby zapytać o jego intencje, dlatego…
-Już mówię…

***Fragment historii***
Gdzieś w Cidaris, na jednej wsi, stał domek. Zwyczajny, niczym się nie wyróżniający. Chatka jak każda chatka. Pewnego razu, gdy słońce już zaszło, wpuszczając nocne ciemności, do drzwi owego domostwa ktoś zapukał. Otworzyła je młoda kobieta, o fiołkowych oczach (niech art nie myli), blond włosach i delikatnej twarzy. Wyglądała jak elfka, ale elfką nie była.
-To Ty Syriuszu… O takiej porze jeszcze nas nie odwiedzałeś.
Uśmiechnęła się delikatnie, a gość odwzajemnił gest.
-Wyjątkowa sytuacja, Mirion. Mogę wejść?
-Oczywiście!
Czarodziej przekroczył próg domu, zaglądając do środka. Jak na wiejskie warunki, było tu bardzo przytulnie. Także nie brakowało wielu rzeczy i ozdób zwiezionych z miasta, przez brata gospodyni…
-Nie ma Thaliona? Oczekiwałem jego obecności.
Powiedział w stronę kobiety, po czym zasiadł do stołu. Mirion zamknęła drzwi i powoli podeszła do Czarownika.
-Niedawno wyszedł, miał kupić strawe u miejscowego oberżysty. A tak to siedzi tu cały czas i opiekuje się małym. Już nawet mu mówiłam, że zaraz w tym Mariborze swego miejsca nie zastanie, jeśli cały czas będzie przesiadywał z siostrą i swoim siostrzeńcem.- Zaśmiała się łagodnie i także dosiadła do stołu. -Ale zaraz… Syriuszu czemu go oczekujesz? Dalej nie powiedziałeś po co tu przybywasz…
Pan Tarrs westchnął, splatając swoje palce i myśląc nad tym co by tu odpowiedzieć. Stwierdził jednak, że nie ma co owijać w bawełnę…
-Droga przyjaciółko, jak dobrze wiesz, mam uszy wszędzie… Moje ptaszyny powiedziały mi, że w pałacu cidarijskim wrże…
-Dlaczego?! Coś się stało Ethainowi?!
-Nie, Mirion…- Czarodziej chwycił jej dłonie, by ją uspokoić, lecz wiedział, że następne słowa ją tylko zmartwią. -Chodzi o co innego… Dwór dowiedział się o Twoim romansie z królem. Nie byłoby w tym nic złego, lecz ktoś oświadczył, że Ethain ma bękarta… Waszego syna.
-Co?!
-Wiesz co to oznacza… Król nie ma legalnego potomka, więc wszyscy myślą, że Twój syn może stanowić zagrożenie dla tronu i czystości dynastii królewskiej. Przepraszam, że przynoszę tak złe wieści, ale musiałem Cię ostrzec. Twoje dziecko jest w niebezpieczeństwie…
Kobieta zamarła, słysząc to wszystko. Ta wieść ją przerażała. Zwłaszcza, że cały ten romans z królem Cidaris traktowała niezwykle poważnie.
-Ethain zgodziłby się nie zabicie własnego syna… Ale…
-Nigdy. Dlatego powiedział mi o planach polityków, którym nie może się sprzeciwić. Miałem Was ostrzec, nim… wojsko przybędzie. Mirion, musicie uciekać, w końcu tu trafią…
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a w nich stanął Thalion, zdyszany, z wyciągniętym ostrzem. Musiał przyjechać tu konno, jakby na urwanie głowy.
-Syriusz?! Co Ty tu robisz?!
-Przybyłem Was ostrzec! Co się dzieje?!
Spytał Czarodziej, a Mirion zasłoniła usta.
-Już nie musisz. W całej okolicy są cidarijskie sztandary! Żołnierze jak oszalali palą wsie i mordują niewinne niemowlaki, w poszukiwaniu królewskiego bękarta! Zaraz przybędą i tutaj!
Siostra Thaliona szybko wbiegła do innego pomieszczenia, z niewiadomych powodów, zaczęła czegoś szukać, tak głośno, że obudziła płaczącego syna w innym pokoju. Syriusz zaś wyszedł z domostwa, aby dostrzec nadciągające błękitne sztandary.
-Już nie ma czasu… Thalion, weź dziecko i Mirion, uciekajcie. Powstrzymam ich tak długo jak dam rade…
-Będę walczyć u Twego boku. Rahelinowie się nie cofają, tak powtarzał mi mój elfi staruszek. A moja siostra szybciej będzie biegła bez blaszanego balastu…
Odparł Czarodziejowi, wyciągając drugi miecz. Był bardzo dobry w walce dwoma ostrzami. Tarrs z początku chciał zakwestionować jego wybór, lecz w końcu uległ.
-MIRON, UCIEKAJ Z DZIECKIEM, MY ICH ZATRZYMAMY!
Krzyknął Rahelin w stronę domostwa, aby usłyszała.
Kiedy królewska jazda dostrzegła dwóch podejrzanych dla nich mężczyzn, ruszyła prosto na nich. Tarrs wykonał dziwne ruchy dłońmi, po czym wyprostował ręce. Nie trzeba było długo czekać, aż fala ognia pognała w stronę żołnierzy, paląc ich żywcem i zrzucając z koni. Kiedy po chwili z płomieni zaczeła wyskakiwać piechota, Syriusz zaczął ciskać kule ognia w każdego pojedyńczego przeciwnika. Thalion ruszył z rykiem na Cidaryjczyków, ścinając im głowy i przebijając podbrzusza. Przez dosyć długi czas odpierali takim sposobem ataki wojska, lecz nagle usłyszeli krzyk Mirion. Wtedy też spostrzegli, że domostwo zaczyna się palić, a osobny garnizon Cidaryjczyków przedarł się od tyłu…
-BIEGNIJ DO NIEJ! JA ICH TU SAM UTRZYMAM!
Wykrzyczał Czarodziej, a Thalion bez namysłu wbiegł to palącej się chaty. Docierając na tyły domostwa, zauważył zniszczoną ścianę, przez którą musieli się przedrzeć. A w pomieszczeniu… pełno leżących ciał żołnierzy, z których wystawały strzały. W kącie dostrzegł siedzącą siostrę, w jednej dłoni trzymającą łuk, a drugą chwytając się za żebra, gdzie wbity miała nóż…
-MIRION!- Krzyknął podbiegając do niej. -Nie możesz umrzeć, kurwa rozumiesz?!
-Thalion… proszę… weź Percivala… nie pozwól im go…
Wyszeptała chwytając brata za ramie, po czym umilkła i… umarła. Z fiołkowych oczu Thaliona zaczęły wypływać łzy, lecz zacisnął mocno zęby i szybko pobiegł do pokoju dziecięcego, gdzie na łóżeczku płakało dziecko, a nad nim stał Cidaryjczyk, prawdopodobnie zabójca Mirion…
-Ty skurwysynie…

Gdy Syriusz spalił ostatnią fale atakujących, zamieniając całą okolicę w pożogowisko, spostrzegł jak z wciąż płonącej chaty wychodzi Rahelin, cały we krwi, trzymając w dłoniach niemowle. Wręczył je Czarodziejowi, wciąż ze łzami w oczach.
-Błagam Cię… zabierz go jak najdalej… Gdziekolwiek, byleby był bezpieczny… teraz…
-Thalionie…- Spojrzał na Percivala, który choć nosił imię po dziadku, nie odziedziczył fiołkowych oczu Rahelinów. -Co z Tobą, co z…
-Muszę zabrać ciało Mirion i… je pochować. Nie pozwole, by tu spłonęło… UCIEKAJ!
Krzyknął i znowu wbiegł do rozlatującej się chaty, po ciało swej siostry…
Syriusz tylko patrzył jak znika w płomieniach, po czym znowu na trzymanego chłopczyka. W końcu obrotem dłoni otworzył portal, który przekroczył, nie tracąc czasu…


***Opowieść Barda***
Zakapturzony mężczyzna siedział cicho, zaciskając palce na rękojeściu sztyletu, lecz jakby w zamyśleniu, a nie próbie zabicia Trubadura.
-Co się stało z dzieckiem… Gdzie je zabrał Czarodziej…
Bartholomeo zerkał na nieznajomego, trochę nie rozumiejąc co jest grane.
-Z tego co słyszałem, do Ellander… tam oddał je Zakonowi Białej Róży, na wychowanie. Często tak robiono z sierotami. Podobno, do materiale w który zawinięto dziecko, pozostawił królewski sygnet Ethaina. Będący potwierdzeniem, że Syriusz przybył z woli króla. No i… żeby chłopiec kiedyś zrozumiał, kim jest.
-Dziecko nie miało sposobności dowiedzieć się, że jest Rahelinem…?
-Nie… raczej nie… tę tajemnice zabrał ze sobą Thalion i Czarodziej…
-Rozumiem…
Wyszeptał, po czym wstał. W tym czasie Bard dostrzegł jego fiołkowe oczy. Chciał już to wtrącić, lecz mężczyzna natychmiastowo opuścił przybytek...
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo







Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9