Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczony dom
Autor Wiadomość
Bajarz
Bajarz



Wysłany: 2017-07-06, 20:42   

„Co to była za złowroga obecność? Duch? Zjawa? Może jakaś przeklęta dusza?” Takie pytania nasuwały się każdemu kto zawitał w tym domu. Jedno było pewne to co się tu dzieje jest naprawdę dziwne, zjawiska paranormalne są tu aż zanadto widoczne. Nawet dla ślepca.
Vincent poruszał się po domu w obawie co kryje się w jego mrocznym wnętrzu. Krążył po nim, krążył, poszukiwał dwóch ostatnich stronic pamiętnika Atosa. Już tak niewiele mu brakowało do rozwiązania tej zagadki.
Przeszukując najciemniejsze zakamarki posiadłości ,Vincent trafił do piwnicy. Ale nie była to zwykła piwnica, przypominała bardziej lochy, wszędzie było widać łańcuchy i klatki. Wiele strasznych rzeczy musiało się tu wydarzyć.
Patrząc na wnętrze tego pomieszczenia jedna dziwna rzecz mogła przyciągnąć uwagę, a była nią zapalona świeczka stojąca w kącie. Czy to znaczy, że ktoś tutaj był niedawno?
Niedaleko świeczki leżał szkielet ułożony w bardzo dziwnej pozycji. Był on słabo widoczny, więc szpieg musiał się wysilić, aby go dojrzeć i do niego podejść. Stan kości można było ocenić na tragiczny, niektóre nadjedzone przez szczury, inne połamane, przy nich leżał miecz i rulon skrywający ostatnie dwie kartki z pamiętnika.
Pierwsza skrywała następującą treść:

„10 lipca 1219 r.
Właśnie wróciłem. Nadal czuję krew na moich rękach… te wszystkie kobiety. Jakoś to przeżyję. Najważniejsze, że cała moja rodzina jest bezpieczna. Tylko tyle się dla mnie liczy.”


Gdy ją przeczytał lochy zaczęły się jakby trząść. Czyżby to sprawka tego.. czegoś? Ciężko było utrzymać się na nogach, lecz w końcu wstrząsy ustały. Vincent mógł spokojnie odczytać ostatnią z kartek. Nie było na niej daty, widać, że pisana była w pośpiechu drżącą ręką.

„ Oni domyślili się! Domyślili się, że to ja. Zabili ją, zabili moją Elizabeth i moją kochaną córeczkę. Za dużo ich. Zabarykadowałem się, lecz ich wejście tutaj jest kwestią czasu. Przyj….

Wiadomość nagle się urwała. Więc to jednak jest Atos. Ale jak to możliwe, aby kości zachowały się przez 150 lat? Magia musiała działać w tym miejscu… złowroga magia.
Gdy Crispo odczytał treść ogarnęła go dziwna niemoc, nie mógł wyjść z tego pomieszczenia, zawsze, gdy chciał napotykał coś jakby niewidzialną ścianę. Co on teraz może zrobić?
Z oddali było tylko słychać zachrypnięty głos:
- Zabiję ! Zabiję !
Powtarzane słowa stawały się coraz głośniejsze…
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-06, 22:40   

Arcyszpieg przemierzył długie korytarze, aż dostrzegł wejście do piwnicy. Drzwi zostały dawno temu wyważone, co wzbudziło zainteresowanie Vincenta, a także aż krzyczało o to, by sprawdzić co jest na dole. A więc zszedł. Do mrocznej piwnicy otoczony ciemnościami i popiskującymi szczurami...
Gdy już był na miejscu wpierw w oczy rzuciły mu się wiszące klatki i stoły z pasami do przytrzymywania osób, które miały na nich leżeć. Było to dziwne, gdyż takie miejsce idealnie pasowało do lochów więziennych, które ogółem pełnią role miejsc tortur dla nieszczęśników. Czy ktoś tu był przetrzymywany i sprawiano mu ból? Bardzo możliwe.
Temerczyk dostrzegł świeczke, taką samą jak przy pamiętniku, a zaraz przy niej... szkielet. Wyglądał jak truchło człowieka, który zginął broniąc się. Miecz na to wskazywał. Ale co najlepsze, były przy nim dwie kartki. Ostatnie których szukał.
Po przeczytaniu pierwszej z nich ziemia zaczęła drżeć, jakby ostrzegała, ale wszystko wróciło do normy. Vincent spojrzał na ciało Atosa.
-Zabijałeś kobiety zupełnie jak Rzeźnik z Tretogoru. Problem w tym, że 150 lat temu... Dziwne...
I zabrał się za przeczytanie ostatniej już kartki, ostatniej chwili autora. Strasznej chwili.
-Odebrali Ci żone i córkę... A następnie przyszli po Ciebie... Stąd wyważone drzwi...
Powiedział w strone truchła myśląc o tym, że Atos przeżył to samo co on. Też odebrano mu to co kochał. Więc i jemu przyjdzie umrzeć? Pomimo podobieństwa między nimi... Wciąż były pytania bez odpowiedzi. Kto go tu naprowadził?
Crispo ogarnęło dziwne uczucie, próbował nawet wyjść z piwnic, lecz dziwna moc mu nie pozwalała. I znów usłyszał straszne słowa, tym razem już nie będące ostrzeżeniem.
-Atosie! Czemu zabijałeś te kobiety! Kto Ci kazał! Tylko tego nie wiem! Czemu?!
Krzyczał nie wiedząc, czy w ogóle otrzyma odpowiedź.
 
   Podziel się na:  
Bajarz
Bajarz



Wysłany: 2017-07-07, 22:55   

Wiele pytań wymagało odpowiedzi, to było jasne, lecz teraz pytania były najmniejszym z problemów Vincenta. Ogarnięty paraliżem i strachem czekał pogodzony z tym co ma nadejść. Nagle w niewiadomy sposób całe pomieszczenie zaczęło się palić. Słyszał dźwięki coraz głośniej, wiedział, że to coś się do niego zbliża. Wiedział, że tylko chwila dzieli go od niechybnego zakończenia jego smutnego żywota przez tego upiora lub ogień, którego płomienie robiły się coraz większe, już prawie dosięgały Vincenta. Na szczęście się mylił. W pewnej chwili poczuł jakby mógł wreszcie się ruszyć. Wykorzystał to. Ruszył w stronę wyjścia. Przeskoczył płomienie i wybiegł z piwnicy. W momencie, gdy wszedł na górę zauważył, że w całym pośpiechu zgubił torbę, w której był pamiętnik Atosa oraz znalezione wcześniej stronice. Nie było czasu, aby wrócić po nie. Szpieg miał teraz wybór czy zostać i walczyć ze zjawą, która o dziwo ucichła teraz (czyżby to miało coś wspólnego z palącym się pamiętnikiem?) czy wybiec z domu ratując swoje życie, lecz czy by zdążył? Płomienie zaczęły się rozprzestrzeniać po całym dworzyszczu. Tylko szybka decyzja mogła uratować jego osobę.
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-08, 08:41   

Nie wiedział co robić. Paskudne uczucie nadchodzące z niewiadomymi krzykami wzmagało się coraz mocniej, a arcyszpieg miał wrażenie jakby ktoś wyrywał mu kawałki duszy, zadając przerażający ból. Nie mógł się ruszyć. Był więźniem tych tajemniczych mocy. A na domiar złego, nie wiedząc skąd, zaczął się rozprzestrzeniać ogień, zmierzający w jego kierunku...
Vincent już myślał, że zaraz spłonie żywcem, lecz tajemnicze siła trzymająca go w miejscu zwyczajnie wyparowała, a kiedy on to zauważył, od razu rzucił się w stronę wyjścia wracając na górę. Zdał sobie jednak sprawę z faktu, że jego torba z pamiętnikiem musiała mu spaść w czasie ucieczki. Więc kwestią chwil było to, że książka zostanie spopielona...
Ogień nie trawił tylko piwnicy, lecz roznosił się po całej posiadłości, aż w końcu niektóre belki zaczęły spadać nawet z sufitu. Zjawa mimo to wciąż gdzieś tu była. Lecz Crispo nie miał czasu. Nie mógł pozwolić sobie na konfrontację z tym czymś. Nie wygrałby z siłami których nawet nie rozumiem
-Nie jestem kurwa wiedźminem...
Temerczyk ruszył w szaleńczy bieg do wyjścia z rezydencji, gdyż od tych sekund zależało jego życie. Nie mógł umrzeć. Nie mógł zawieść króla...
 
   Podziel się na:  
Bajarz
Bajarz



Wysłany: 2017-07-10, 23:17   

Mężczyzna biegł, wkładał w to całą energię jaką obdarzył go stwórca, bał się tego, że straci życie, bał się, że zawiedzie swojego wodza, swego króla. Desperacki bieg opłacił się, szpieg wybiegł z płonącego budynku, który chwilę potem cały stanął w płomieniach by nad ranem spalić się doszczętnie. Czuł w tej chwili ulgę, ale nie tylko z opuszczenia domostwa, lecz także z tego, że prawdopodobnie upiór został przepędzony, gdyż w momencie, w którym Vincent łapał dech w piersiach po szaleńczym biegu z głębi posiadłości słychać było głośny jęk symbolizujący jakby połączenie smutku, bólu i rozpaczy.
– Co tu się stało? mógł pomyśleć szpieg, lecz to miało się zaraz wyjaśnić.
Gdy Crispo próbował otrząsnąć się po przeżytym spotkaniu z upiorem jakieś dziesięć metrów za nim stał mężczyzna w kwiecie wieku oparty o ścianę domu, który już od dawna musiał być opuszczony. Szpieg zauważył go, ten podszedł do niego, wyciągnął rękę i oznajmił.
– Jestem Roderik Corell, Atos był moim prapradziadkiem.
Szpieg mógł być w tym momencie bardzo zdezorientowany, lecz Roderik nie zwracając na to uwagi kontynuował.
– Jestem ci chyba winny wyjaśnienia. Może zacznę od tego, że mam bardzo dobre koneksje w różnych kręgach społecznych. Wiedziałem o tym, że twoja córka zaginęła i wybacz mi, ale to wykorzystałem. Musiałem. Wiedziałem, że rozwikłasz tę zagadkę.
Urwał, wziął kilka oddechów i kontynuował.
– Twojej córce nic nie jest, to nie był jej palec, lecz zmarłej nieszczęśliwie dwa tygodnie temu kobiety. Ta skóra też. Wiem wiem, pomyślisz sobie, że to szalone, lecz musiałem to zrobić tak abyś uwierzył, że masz do czynienia z szaleńcem w morderczym szale, stąd te płat skóry i ten palec.
Bo wiesz, posiadłość ta należała do mojego prapradziada, który popadał w okropne długi i zatargi. Pewnego razu groziła śmierć jemu i jego rodzinie. Możesz wierzyć lub nie, lecz Atos udał się do wróżki, która powiedziała mu sekretny, łatwy jak się wtedy wydawało sposób. Mianowicie miał przyzwać ducha, który rozprawi się z jego problemami. W zamian miał dostarczyć temu duchowi kilka dusz młodych kobiet. Aby mu to udowodnić, po każdym morderstwie brał jakiś narząd. W końcu wieśniacy się dowiedzieli i napadli na domczysko, o czym mogłeś się dowiedzieć. Niestety duch pozostał choć uśpiony.

Przerwał choć chciał kontynuować dalej, lecz pozwolił Vincentowi na uporządkowanie sobie informacji.
– Jak możesz przypuszczać ta posiadłość prawnie należała się mnie, więc niedawno wszedłem do niej, przeszukałem ją i znalazłem pamiętnik oraz dwie porzucone stronice. To ja próbowałem je spalić, aby nikt nie dowiedział się o hańbie mego rodu. I wtedy chyba przebudziłem upiora, bo widzisz on był jakoś połączony z tym pamiętnikiem, jak chciałem go spalić to tak jakbym niszczył rzecz, która trzyma go na tym świecie. Teraz ty omyłkowo i nieświadomie przepędziłeś upiora, gratuluje.
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-11, 19:37   

Crispo cudem uszedł z życiem z tej płonącej rezydencji, gdyż kiedy był już na zewnątrz, ogień zburzył i strawił całkowicie stare dworzyszcze. Temerczyk nie mógł uwierzyć w to co przeżył. Ta noc należała do jednej z najbardziej pojebanych.
Nagle spostrzegł starca. Jego widok go nie zdziwił, bo pożar można było dostrzec z daleka i pewno gapie by przyszły, lecz to co powiedział...
-Ciekawe ma Pan pochodzenie...
Nawet nie spojrzał na wyciągniętą rękę. Nie ufał mu.
-Posłużyłeś się biednym losem mej córki?!
Krzyknął wyciąfając sztylet gotów zaszlachtować go za to co zrobił. Miał rację, że by zwodzony. Lecz gdy dotarło do niego, że na prawdę nie ma żadnych poszlak związanych z jego dzieckiem... Czuł się jak gówno. A ten człowiek dla własnych korzyści zadrwił z jego nieszczęścia.
-Każde dziecko wie, że takie rytułały nigdy nie kończą się dobrze! A zwłaszcza, gdy ceną jest bestialski mord... Atos był głupcem któremu należała się śmierć...
Podsumował bez litości. Może wcześniej uznał Atosa za swój odpowiednik, ale teraz brzydził się nim. Vincent nie podjąłby się takich rzeczy nawet jeśli chodziłoby o odnalezienie Rozalii. Nie za taką cene.
-Świetnie. I co? Mam czuć się dumny, że przepędziłem ducha mordercy z domu który i tak spłonął? Dumny bo ocaliłem reputacje jakiegoś tam rodu? A może dumny bo dałem sie zwieść...
Schował sztylet stwierdzając, że zabicie go jest bezsensowne. Spojrzał na płonące resztki posiadłości zza których słońce wspinało się na szczyt. Świt. Świt zwiastujący spokój. Vincent już nie chciał tu być. Chciał opuścić Redanie. Chciał już wrócić do Wyzimym jednak nie mógł. To wciąż nie był koniec jego misji...
-Jedno pytanie mnie męczy, Roderiku... Czy masz związek ze słynnym Rzeźnikiem z Tretogoru...?
Spytał przed odejściem, chcąc wiedzieć czemu te kobiety ginęły zupełnia jak sto lat temu z ręki zadłużonego szlachcica...
 
   Podziel się na:  
Bajarz
Bajarz



Wysłany: 2017-07-12, 01:17   

Mężczyzna bacznie obserwował to jak Vincent przyjmował do wiadomości to, że przez ostatnią noc był lalką, za której sznurki pociągał Roderik.
– Oczywiście, że posłużyłem się, a cóż w tym złego? Sam byś to uczynił dla powodzenia swojej misji jeśli tego wymagałaby sprawa, a moją sprawą było to, aby żadna młoda osoba nie zginęła. Żeby ani jedna kobieta pełna życia, która miała przed sobą lata nie umarła z ręki tego potwora.
Po Roderiku widać było, że z każdym kolejnym momentem kiedy palił się dom jego ulga wzrastała.
– Owszem mam, to ja go przebudziłem jak mówiłem, czułem się odpowiedzialny za śmierć tych osób. Bo widzisz duch ten przyzwyczajony był do otrzymywania dusz młodych kobiet. Kiedyś ofiarował mu je Atos, lecz jego kości leżały jeszcze niedawno w piwnicy, więc nie miał z niego pożytku. Opętywał, więc przypadkowych mężczyzn i nakazywał im zabójstwa. Odbywało się to tak jak wcześniej z Atosem. Za każdym kolejnym morderstwem stał inny człek, dlatego też trafniejszym stwierdzeniem byłoby „ tretogorscy rzeźnicy”. Bywaj szpiegu, rozejdźmy się w dobrej wierze i miejmy nadzieje, że już więcej nasze drogi się nie przetną
Rzucił na koniec, odwrócił się i odszedł, aby zniknąć parę chwil później za rogiem jednego z domów.

[z/t]

"Rzeźnik z Tretogoru - Koniec"
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo







Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 9