Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Okolice miasta (roleplay WL)
Autor Wiadomość
Garion I Podróżnik
Anioł



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Król Północy

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carrraigh

WIEK POSTACI:
60

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-27, 22:18   Okolice miasta (roleplay WL)

UTWÓR


Wierzchowiec przebywał wiele kilometrów zaśnieżonych dróg, a jego jeźdźca mocno się trzymał jego, jak i przedmiotu który zabrał ze sobą. Był coraz bliżej Vengerbergu. Odgłosy walki i krzyków to sugerowały. Kiedy znalazł się na najwyższym wzgórzu dostrzegł dwie armie wplecione w siebie jak nicie, wyżynające nawzajem. Jednak to barwy kaedweńskie przezwyciężały te aedirnskie. Gdzieś tam na horyzoncie generał Ragnar Lothbrok wydawał rozkazy przesuwając swoich żołnierzy coraz bliżej zamkniętych murów miasta. Thalion, Wulbruff i Edward - jeszcze nieświadomy losów brata - dzielnie walczyli na polu bitwy, pokazując jak silne jest Imperium i dlaczego nie należy mu się sprzeciwiać.

Tym razem nie była to jednak walka Lorda Protektora. Nie był tu też dla widowiska. Gdzieś w pobliżu krył się Arhyr Gedovius, niebezpieczny terrorysta. Adrien musiał ratować przyjaciół. Zrobić to dla Alexandra. Nie miał zamiaru tracić już nikogo więcej...
Wiedział, że bitwa była złym momentem do ataku dla mordercy jego dziecka, więc musiał przeczekać walkę. Na szczęście niedługo, bo buntownicza armia została rozbita jak lustro... Właśnie... Lustro...
-Uważaj, aby nie zniszczyć tak delikatnej rzeczy...
Rozbrzmiał okrutnie znajomy głos zza pleców Lorda Protektora. Kilka metrów od niego, na tym samym wzgórzu, stał Arhyr. Swym jednym okiem uważnie przyglądał się blondynowi. Przeczesał gęstą brodę, trzymając w dłoni uśpiony kamień.
-Nie spodziewałeś się mnie tutaj, choć ja Ciebie wyczekiwałem. Wiedziałem, że z zemsty ruszysz za mną. Teraz już wiesz jak silne to uczucie, gdy chcesz odpłacić krzywdy bliskich, których zawiodłeś...- Westchnął, czując się całkowicie pewien tej sytuacji. Chciał chyba z nim porozmawiać. Wyrzucić wszystko w tej chwili. -Ty i Garion posłaliście moją rodzinę na szafot, tak plugawie jak zwykłych opryszków, choć Gedoviusowie byli szanowani w Kaedwen jeszcze zanim ktokolwiek słyszał coś takiego jak Sterne. Przyznam, że mój wuj Neriano zbłądził, lecz za jego zbrodnie nie powinni wtedy cierpieć niewinni. Garion nie był w niczym lepszy od Henselta. Teraz jestem dziadem, lecz wtedy byłem jeszcze młodym chłopakiem, którego próbowano zabić za to, że byłem krewnym zdrajcy, a następnie za to, że się broniłem! To był na prawdę dobry fundament pod to plugawe Imperium...
Splunął, robiąc parę kroków w prawo i lewo, jakby bujając we wspomnieniach. Wiedział, że Adrien się nie zbliży, bo kamień go chronił.
-Chcesz wiedzieć co było dalej? Uwolnił mnie Aranai Zevis. Tak, zamachowca Imperatora. Gdy ten elf został Mistrzem Szeptów, przyłączył mnie do swojej organizacji i szkolił. Byłem najlepszym skrytobójcą, a równać mi się mógł tylko on sam. Odszedłem jednak. Moim celem nie było wykonywanie zleceń. Tylko zemsta... Odwiedziłem w Poviss pewną Czarną Wieżę w której mieszka pewien potężny czarnoksiężnik... Obiecał mi pomóc spełnić moje pragnienie, jeśli zniszczę Szepty, które mu przeszkadzały. Zrobiłem to. Z zimną krwią. Wyrżnąłem każdego, od dziecka po dorosłego. Zabiłem nawet Dratane, ukochaną mojego byłego Mistrza. Jedynie Aranai przeżył, bo niefartownie był poza miastem. A może fartownie? Przydał mi się jak sam wiesz. Nigdy nie dowiedział się kto za tym stał... Ale nieważne, słuchaj dalej Lordzie Protektorze! Ten czarodziej dał mi to...- Uniósł kamień na poziom swojej klatki piersiowej. -Artefakt Lydii van Bredevoort. Nazwa robocza. To potężna broń stworzona tylko po to by nieść ból. Czyż nie idealnie zabiła Twojego syna? To było takie artystyczne, musisz przyznać...
Zaśmiał się okrutnie grając na jego emocjach. Był gotowy zaraz wykonać ruch...
 
   Podziel się na:  
Adrien Sterne



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Były gwardzista, szef agencji wywiadu

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carraigh

WIEK POSTACI:
70

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-29, 13:46   

,,W końcu dotarł pod Vengerberg, a widok jaki pod nim zastał nieszczególnie go dziwił. Toczyła się bitwa, w której postanowił pozostać biernym, nie widział bowiem jakiejkolwiek użyteczności w niej. Walne bitwy to zadanie dla młodych, nie dla starców, którzy ledwo wybronili się przed młodzieniaszkiem, a to i tak z cudzą pomocą.
Widział jak przewaga kaedweńska rośnie, jak Aedirnczycy są wyrzynani, jak topnieje ich nadzieja na wolność. Nie cieszył go ten widok, wynik był mu w tej chwili obojętny. Co innego się liczyło.
Obrócił się w siodle, słysząc znajomy głos mordercy Alexandra. Sterne nie powziął żadnych kroków, po prostu przysłuchując się słowom Arhyra. Słuchał ich w zimnej wściekłości, której nie mógł dać po sobie okazać. Pałał do tego człowieka nienawiścią, o której też zaraz wspomniał...
- Żyjemy w błędnym kole nienawiści. Śmierć rodzi nienawiść, nienawiść rodzi zemstę, a zemsta rodzi śmierć i tak w kółko. W naszym przypadku da się to koło jednak przerwać, bo kto pomści twoją śmierć? Masz osobę, której na tobie zależy, która znienawidzi twojego mordercę? - mówił to, powoli schodząc z konia. - Nie sądzę, dlatego bez obawy staję na przeciw ciebie. Nie ma już nikogo, kogo mógłbym zranić, wysyłając cię na tamten świat. - dokończył i klepnął konia, coby się stąd ulotnił. Adrien wyciągnął miecz, a zakryte lustro pochwycił jak tarczę, tak by po postawieniu go dało się szybko sciągnąć płachtę.
- A więc..."
_________________
 
   Podziel się na:  
Garion I Podróżnik
Anioł



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Król Północy

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carrraigh

WIEK POSTACI:
60

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-29, 14:15   

UTWÓR


-Masz rację, Adrienie Sterne. Nie ma osoby, która nade mną zapłakałaby. Ponieważ Wy mi odebraliście wszystkich. Lecz nie złoszczę się. Ponieważ widok Twoich żeber przebijających mięso, oraz topiąca się skóra na twarzach Twych bliskich wynagrodzi mi każdą frustrację.
Spojrzał na niego już z większą powagą, niż chwile wcześniej. Adrien był odważny, on się nie bał tak jak Alexander. On już nie czuł niczego...
-A mnie smuci fakt, że będę musiał zabić samobójcę. Dużo bardziej wolę widzieć w oczach moich ofiar to co czują, ich lęki i żale. W Twoich nie znalazłbym nic. To przykre. Odbiera mi to przyjemność z mojej czynności...
Lord Protektor wyjął miecz, a lustro chwycił jak tarczę, co bardzo zdziwiło Arhyra. Czym był przedmiot pod płachtą? Z tego powodu i on wyjął ostrze, powstrzymując się jeszcze od użytku artefaktu.
Zaszarżowali na siebie, łącząc ostrza podobnie jak to było z Rhenem. Gedovius próbował wykonywać cięcia, lecz ku zaskoczeniu terrorysty, był blokowany mieczem, a nie "tarczą". Cały czas go zastanawiało czemu z tego nie korzysta, choć to trzyma.
Arhyrowi po krótkiej potyczce udało się odepchnąć blondyna na drzewo. Adrien poczuł bardzo mocno ból rozciętej klatki piersiowej. Jego ubranie zalewało się krwią, uchodzącą z rozwartej rany. Morderca zaśmiał się gorzko.
-Mój przyjaciel Rhen zostawił Ci chyba pamiątkę. Śmiesznie było patrzeć jak dostajesz w kość od takiego dzieciaka. Lata już nie te, co? Ale spokojnie. Umrzesz z ręki równego sobie...
Wyciągnął kamień przed siebie mając dość tej straty czasu. Gdy artefakt zabłysnął, Adrien resztką sił ściągnął płachtę z lustra, a gdy Gedovius dojrzał w nim swoje odbicie, było dla niego już za późno...
Nastąpił wybuch światła, oślepiający wszystkich, a ujrzeć go mogli nawet żołnierze z frontu. Gdy Lord Protektor otworzył oczy, zobaczył Arhyra leżącego nieopodal, lecz wciąż żywego. Lustro było rozbite, a połyskujący kamień leżał na śniegu tuż obok. Sterne doczołgał się do niego pozostawiając za sobą strużke krwi na ziemi. Gdy chwycił artefakt, wstał trzymając w drugiej ręce miecz. Kamień przypiekał jego prawą dłoń, czuł że gdyby go użył mógłby ponieść konsekwencje, jednak...
-Ty parszywa kurwo... Zabijasz mi bliskich i odbierasz moje rzeczy?- Splunął krwią, nie mogąc wstać. -Gdy będę po drugiej stronie, pozdrowię tę dziwke, Twoją żonę, kurwiego synalka i jebanego Gariona.
Zarechotał, a krew wypływała z jego ust.

Wybór:
-Adrien dobija Arhyra mieczem, zapewniając mu szybką śmierć,
-Adrien używa na Arhyrze artefaktu, zapewniając mu śmierć w agonii (ceną jest pewne poświęcenie...)
 
   Podziel się na:  
Adrien Sterne



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Były gwardzista, szef agencji wywiadu

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carraigh

WIEK POSTACI:
70

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-29, 15:24   

,,Nie odzywał się, po prostu walczył i nie marnował swojego skupienia na dogadywanie oponentowi. Tym razem walka szła mu mimo wszystko jakoś lepiej, wydawało się, że w rzeczywistości lepszym szermierzem był jednak Rhen... a może to Adrien był tak zdeterminowany, że wróciła mu forma sprzed lat? Nie wiadomo, w każdym razie Arhyr w końcu się znudził, a Adrien przy okazji odczuł konsekwencje rany na klatce piersiowej. Najgorsze, że nawet jej nie zdezynfekował, co może mieć bardzo złe skutki w przyszłości. Niedalekiej przyszłości.
Sterne ledwo odzyskał szansę na reakcję, gdy kamień zaczynał znowu świecić. Zdjął płachtę z lustra, a potem było już tylko przenikliwe światło i huk na tyle silny, że odrzucił obojgu walczących.
Otworzył oczy. Żył. Zawiódł się nieco kiedy podniósł wzrok i zobaczył, że Arhyr wciąż dycha.
- Skurwysyn... - zaklął, próbując się podnieść, ale nie mógł, jakby nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Paraliż czy krytyczne zmęczenie? Ciężko powiedzieć. Lord Protektor zaczął się więc czołgać, brudząc ranę przy tym jeszcxe bardziej, teraz praktycznie uniemożliwiając jej oczyszczenie. Nie obchodziło go to jednak, liczył się inny efekt.
W końcu doczołgał się do Arhyra i spróbował podnieść się o własnych siłach. Ledwo, ledwo, ale się udało i teraz dokładnie, z góry, widział umierającego Gedoviusa. Czy czuł satysfakcję? Nie. A może czuł się spełniony w zemście? Tym bardziej nie. Nie czuł już nic. Te tygodnie zmieniły blondwłosego starca nie do poznania. Nawet Garion by go teraz nie poznał z charakteru. Kamień uchwycony chwile temu palił rękę nieznośnie, ale nie chciał go używać... dość okrucieństwa.
- Nie trafisz do zaświatów razem z nimi. Pójdziesz do gorszego miejsca. Znacznie gorszego, ale nie martw się, całkiem prawdopodobne, że do ciebie dołączę. Niech światło gwiazdy prowadzi cię przez ciemność, Arhyrze Gedovius. - po tych słowach wzniósł miecz i zadał klasyczne pchnięcie w serce. Głębokie na tyle, że ostrze przeszło na wylot i zagłębiło się w ziemi. Adrien osunął się po tym i upadł na plecy równolegle do Arhyra. Mimowolnie wypuścił z dłoni kamień, który poturlał się nieco dalej.
Właśnie dokonał zemsty, wyeliminował dwóch mężczyzn stanowiących wielkie zagrożenie dla Imperium. Mógł czuć się jak bohater, ale... nie, tu nie było żadnego bohaterstwa, a na pewno nie w oczach samego Sterne. Miał po prostu dosyć tego wszystkiego. Powoli zasypiał, krew wciąż płynęła, był coraz słabszy, coraz bardziej śpiący... Czy to koniec?
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Garion I Podróżnik
Anioł



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Król Północy

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carrraigh

WIEK POSTACI:
60

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-29, 16:07   

UTWÓR


Adrien wybrał. Bohaterstwo nad okrutną zemstą. Taki był zawsze. Prawy żołnierz ze szlachetnym sercem. Imperium nigdy nie mogło liczyć na lepszego gwardzistę, markiza i lorda protektora. Garion nigdy nie mógł liczyć na lepszego obrońce i przyjaciela. Teraz jednak ten człowiek wiedział, że spełnił swój obowiązek na tej ziemi...
Gdy ostrze zatopiło się w zepsutym czarnym sercu Arhyra, jego oczy utraciły iskrę życia, a Adrien padł tuż przy nim. Leżąc plecami na ziemi patrzył w niebo, gdy poczuł że powoli płatki śniegu zaczynają spadać. Przez głowę przebiegła mu myśl, że identycznie umarł jego dawny przyjaciel, Percival Sargon. Plecami na ziemi, ze zranioną klatką piersiową, pokrywany śniegiem. Zapomniany przez wszystkich. Czy on też zostanie zapomniany? Czuł, że Śmierć już idzie. Ale czy pozostawi tu chociaż jego imię?
Krew coraz bardziej z niego uchodziła, topiąc śnieg wokół niego, zlewając się z krwią Gedoviusa. Cóż za ironia. Sterne poczuł, że jego wzrok się powoli zamazuje, lecz usłyszał czyjeś kroki. Ledwo dostrzegł dziwną, chudą postać o białych włosach, która schyliła się po upuszczony przez niego artefakt. Ta postać nie była mu znajoma. Nie była żadną pomocą. A gdy już podeszła do niego, ukazując swą niezwykłą bladą twarz i przekrwione oczy (KLIK) przez myśl mu przeszło, że była to Śmierć we własnej osobie. Lecz czy na pewno?
-Garion i Alexander czekają na Ciebie. Byłeś dzielny. Nie zostaniesz zapomniany. Będziesz legendą. Odejdź spokojny...
Wyszeptał, niezwykle kojącym głosem, po czym zniknął, a wzrok Adriena zamazał się prawie zupełnie. Czy były to zwidy, czy na prawdę to widział...? Nie obchodziło go to już... Adrien Sterne umarł z poczuciem spełnienia wszystkiego co chciał zrobić w życiu i osiągnąć... Umarł nie słysząc już krzyków biegnącego w jego stronę garnizonu żołnierzy...

********

Krasnoludzkie katapulty podjechały pod wyznaczony teren, skierowane w stronę murów miasta. Nie było w pobliżu żadnych Aedirnczyków. Wszyscy buntownicy kryli się w mieście.
-Generale, Mahakam poświadczył, że te mechanizmy spokojnie zmiotą całe miasto. Wydaj tylko rozkaz, a wystrzelimy kończąc tą pieprzoną wojnę...
Zameldował kaedweński oficer. Ragnar był jednak jakby nieobecny. W wyjątkowo podłym nastroju.
-Są tam cywile prawda?
Spytał ponurym głosem. Lecz to nie z powodu ataku był taki przybity. Godzinę wcześniej żołnierze przynieśli na tarczach ciało Lorda Protektora. Wszyscy wtedy padli na kolana, nie dowierzając temu widokowi. W przykrym dodatku do armii dotarła wiadomość z Ard Carraigh, jakoby Imperator Garion I zmarł w swoim łożu. Imperium straciło w jednej chwili dwóch wielkich ludzi. Nikt nie potrafił już walczyć. Wulbruff, Thalion i Edward przebywali w namiocie z poległym Adrienem. Tylko Lothbrok był w stanie tu przebywać.
-Ich śmierć jest konieczna, aby zapewnić bezpieczeństwo imperium.
Odparł żołnierz, a generał westchnął.
-Idź do Edwarda Sterne. Niech on zadecyduje, bo jego ojciec i brat polegli dla tej pieprzonej rebelii.
Machnął ręką i usiadł na jakiejś skrzyni, skrywając twarz w dłoniach. Nie było już w jego życiu ani wspaniałego Gariona, ani tego irytującego Adriena. Co za ponury początek XIV wieku...
Oficer poszedł przekazać wiadomość od Ragnara...

Wybór:
-Edward nakazuje spalić Vengerberg (ofiary w cywilach),
-Edward nakazuje powrót wojsk do stolicy (długie walki z opozycją w przyszłości)
 
   Podziel się na:  
Adrien Sterne



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Były gwardzista, szef agencji wywiadu

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carraigh

WIEK POSTACI:
70

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-30, 00:43   


,,Każdy człowiek, nawet najskromniejszy, zostawia ślad po sobie. Nie da się więc człowieka zamknąć w granicach jego narodzin i śmierci; jego życie zahacza o przeszłość i sięga w przyszłość."


,,Edward siedział przy zwłokach ojca ze zwieszoną głową. W jednej chwili mężczyzna, który jeszcze chwilę temu rąbał Aedirnczyków na prawo i lewo z pełną werwą, teraz siedział pogrążony w najczarniejszych myślach. Informacje z Ard Carraigh wyjątkowo go dobiły. Ale nikomu nie było łatwo, wszyscy byli jak struci. Jedna głupia rebelia i stanowczo za dużo poświęcenia. Edward westchnął i uniósł się, przeczesując przy tym złociste włosy. Oczy mu się szkliły, ledwo powstrzymywał się od łez. I zapewne gdyby był sam, to dałby upust emocjom, ale wojownik nie płacze... nie przy obecności osób trzecich. To jak okazanie słabości. Z drugiej jednak strony czy płacz w takiej okoliczności nie jest aby wskazany?
Odwrócił wzrok w stronę wyjścia z namiotu, do którego nagle wparował jakiś oficer z poleceniem od Ragnara.
- Jestem w tej chwili najmniej odpowiednią osobą do wydawania tego typu osądu! - odpowiedział stanowczo, przybierając przy tym dość groźny ton, który zaraz ucichł. Mimo emocji, jakie szargały pułkownikiem musiał je opanować i jako żołnierz, oficer wyższego stopnia wydać rozkaz o losach Vengerbergu. Musiał, niekoniecznie chciał, a raczej nie był do tego zdolny.
Wziął głęboki wdech i wypuścił powoli powietrze. Co robić, co robić?
- Zrównać miasto z ziemią. Bunt należy zdławić mimo wszystko. Wykonać!
I rozkaz poszedł, a jego konsekwencjami Edward już nie zamierzał się przejmować. Ta wojna już nie była ważna, a życie Aedirnczyków liczyło się dlań jeszcze mniej.
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Garion I Podróżnik
Anioł



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Król Północy

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carrraigh

WIEK POSTACI:
60

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-30, 01:12   

Wulbruff czuł się ponownie jak Edward, gdyż i on stracił ojca. Lecz zazdrościł mu tego, że mógł być przy ciele swojego staruszka. Jego leżał daleko w Ard Carraigh. Do czasu powrotu już go wpakują do potężnej trumny, bo przecież ciało Wielkiego Imperatora musi być potraktowane jak boska namiastka. Lecz wiedział, że podobnie postąpią z Adrienem, największym patriotą jakie to Imperium widziało, który oddał życie w służbie ojczyzny. Oh tak...
Edward wydał rozkaz. Nie miał litości. Lecz i Wulbruff się jej wyzbył. Dlatego wraz z Thalionem dołączył do Ragnara, pozostawiając Edwarda w prywatnej żałobie.
-Imperatorze Wulbruffie...
Mruknął Lothbrok, lecz syn Gariona uniósł rękę w geście uciszenia się.
-Poczekaj z tym do koronacji...
-Ciężkie wyzwanie przed Tobą, następco swego ojca...
Dodał Rahelin, co dodało tajemniczości i grozy tej sytuacji, gdy w tym samym czasie katapulty zostały załadowane, a pociski podpalone, wystrzelone tworząc ogniste kule śmierci, niszczące całą aedirnską architekturę i pozbawiając żywota rebeliantów, kobiet, dzieci... Lecz taka była wojna... Takie są konsekwencje patriotyzmu...

Z dniem spalenia Vengerbergu wojna domowa dobiegła końca. Nikt już nie śmiał sprzeciwić się potędze Imperium, a sąsiednie Cesarstwo, jak i Redania nabrały szacunku na tego mocarstwa, wierząc w udaną przyszłość Wulbruffa z Rodu Jednorożca, drugiego w historii Imperatora Kaedwen. Aedirnska kultura przepadła raz na zawsze. Prowincja przestała być prowincją, a ziemiami włączonymi do ojczystego Kaedwen, natomiast każdy Aedirnczyk musiał wyzbyć się swej tożsamości, a arystokracja - majątku i praw. Hagge i Vengerberg odbudowano w stylu architektonicznym kaedweńskim, natomiast Aldersberg i Gulete przebudowano, oraz pozmieniano nazwy ulic. Aedirn przestało dla świata istnieć jako cokolwiek. Rhena von Valdicha i Arhyra Gedoviusa wpisano na listę zbrodniarzy wojennych, a dzieci zaczęto nauczać tak, by potępiały wszystko co z nimi było związane.
Pogrzeby Gariona, Adriena i Alexandra były hucznymi i pięknymi uroczystościami, lecz wprawiły w żałobę cały znany świat. Nilfgaardczycy składali hołd, a elfy na czele z Alenvirem wybudowały przepiękne grobowce. Dwóch Sterne'ów spoczeło w krypcie rodowym obok żony Adriena i zarazem matki Alexandra. Edward bardzo często ich odwiedzał, lecz w wiekiem coraz rzadziej, bo jako głowa rodu i nowy obrońca Jednorożców zwyczajnie pochłaniał się w obowiązkach. Co z resztą? Ragnar Lothbrok zaraz po pogrzebach złożył rezygnacje, chwycił miecz i odszedł ze stolicy, powracając na szlak. Thalion Rahelin jeszcze przez 11 lat służył nowemu władcy, aż do czasu gdy nie został zamordowany, prawdopodobnie w dworskich intrygach. A Wulbruff kontynuował dzieło ojca, kierując się dyplomacją, handlem i zjednoczeniem.
Tak też na przestrzeni Wieku Agresji, którym był XIII wiek, biedne i popsute państewko Kaedwen króla Henselta, stało się Imperium Gariona, trwającym jeszcze setki lat...


KONIEC
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo







Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 9