Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Pałac władców Kaedwen
Autor Wiadomość
Garion I Podróżnik
Anioł



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Król Północy

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carrraigh

WIEK POSTACI:
60

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-26, 22:49   

UTWÓR W TLE


-Te romantyczne zrywy są walką o wolność i własne imię! Gdybyśmy ulegali, kim byśmy byli jak nie zwykłymi przedmiotami?- Uderzył się pięścią w pierś. -Nie wiesz kto jest tutaj prawdziwym zwycięzcą. Póki co, to ja pokazuję siłę, marny psie. A Ty pełzasz na kolanach, jak robak. Całe Kaedwen będzie pełzać, a my na to dumne patrzeć, tak jak wy patrzyliście na nas! DOSYĆ JUŻ TEGO!
Warknął znowu na Adriena, po czym zaczął się śmiać. Był całkowicie pewien swojej wygranej. Chciał nawet podejść i urąbać mu ten blond łeb, jednak nastąpił przełom. Lord Protektor wydał rozkaz, który zdezorientował Rhena, a łucznicy wypuścili salwę strzał na Aedirnczyków. Sam arystokrata został trafiony w bark, lecz nie było to śmiertelne obrażenie. Zawył z bólu, po czym postanowił uciekać przed kolejnymi strzałami, oraz Adrienem, lecz kiedy wykonał trzy kroki został uderzony w pysk z klingi miecza, co powaliło go na ziemię. Atakującym okazał się Alexander, szczerzący się do ojca jak głupi.
-Mówiłem Ci, abyś nie dał się zranić starcze.
Syn Adriena zaśmiał się, lecz nagle ludzie zaczęli wydawać przeraźliwe krzyki jak z koszmaru, a jasne światło emanowało z tłumu. Ludzie zaczynali padać na ziemię, niezależnie od stronnictwa, a ich skóra topiła się, żebra przebijały przez ciało, natomiast kończyny wykręcać się w nienaturalny sposób gruchocząc kości na miazgę. Obraz był przerażający. Spotykało to każdego żołnierza, który znalazł się na drodze zarośniętego i ślepego na jedno oko mężczyzny, idącego wolnym krokiem z kamieniem w dłoni, który emanował tym potężnym światłem. Gdy już "wydrążył tunel" w tłumie gwardzistów i znalazł się na wprost dwójki Sterne'ów, kamień zgasł. Każdy bał się do niego podejść.
Alexandrowi trzęsły się ręce i nogi, lecz zacisnął palce na mieczu i stanął pomiędzy nim, a ojcem. Chciał bym odważny. Chciał chronić swojego staruszka. Chciał być warty jego uwagi. Nieznajomy spojrzał na niego z pogardą i wyciągnął kamień w jego stronę. Ten wybuchł jeszcze mocniejszym błyskiem, a Alexander upuścił miecz, chwytając się swojej twarzy, która zaczynała mu się topić wraz z gałkami ocznymi. Włosy zajęły się ogniem, a ten drąc się w niebogłosy padł na kolana, które natychmiastowo się roztrzaskały wraz z kośćmi udowymi. Była to potworna agonia, lecz na jego szczęście umarł bardzo szybko. Dla Adriena musiał to być najgorszy widok na świecie, który na zawsze pozostanie w jego głowie...
-Zwę się Arhyr Gedovius. Oto moja zemsta, Adrienie Sterne. Nie zależy mi na Imperatorze. Sam zdechnie. Na tym mieście też nie. Chciałem tylko wbić Ci nóż w serce. Imperium upadnie, a Twoi bliscy zginą w męczarniach, inicjatorze najazdu na Aedirn. Teraz opłakuj dziecko. Lordzie Protektorze.
Po tych zimnych słowach kamień wybuchł kolejnym światłem, który ogłuszył wszystkich w okolicy, aby nikt nie mógł nic zrobić. Jednooki chwycił najbliższego konia i wyjechał przez wyłom w bramie, opuszczając Ard Carraigh jeszcze nim ktoś mógłby zareagować.
Gdy każdy się otrząsnął rzucił miecz. Aedirnczycy się poddali, jakby nie takiego obrotu spraw się spodziewali i zdali sobie sprawę z faktu, że teraz nie mają szans na wygraną... ≡
 
   Podziel się na:  
Adrien Sterne



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Były gwardzista, szef agencji wywiadu

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carraigh

WIEK POSTACI:
70

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-27, 00:14   

UTWÓR

,,Manewr się powiódł. Adrien znów udowodnił, że to on ostatecznie góruje. Gdy Aedirnczycy zaczęli padać jak kostki domino, Rhen okazał się nie być tak odważnym i walecznym, jakim okazał się być i zaczął uciekać, ale w porę do gry wszedł Alexander, który jednym ciosem posłał na ziemię szlachcica. Starzec bez zastanowienia podszedł do syna i uściskał go, będąc szczęśliwy, że żyje. Taki wylew emocji nie zdarzał się Adrienowi za często(choć od ostatniego czasu to on samymi emocjami żyje), ale jednak go kochał. Świadomość możliwej utraty własnego dziecka była okropna.
Nie zdążył nawet otworzyć ust do odpowiedzi, kiedy jego zmysły zostały przeszyte na wylot przez oślepiające światło i dźwięk. Wszyscy mimowolnie opadli na ziemię, a nieszczęśnicy znajdujący się bliżej światła i dźwięku zostali praktycznie unicestwieni w bardzo, ale to bardzo brutalny sposób. Kiedy światło zgasło, Adrien mógł otworzyć oczy i zobaczyć jeszcze gorszy widok od tego, jaki zastał przed kilkoma chwilami. Gdyby to, co widział dało się opisać jednym słowem to: Masakra.
W zdezorientowaniu patrzył na kroczącą w jego kierunku postać i Alexandra, który chwiejnie, acz dzielnie staje naprzeciw niego. Potem stało się coś, co starego wojownika będzie męczyło aż do końca żywota.
- Nie... - sapnął, próbując się podnieść. Nie dowierzał, kiedy kamień zaświecił jeszcze jaśniejszym blaskiem. Oślepiło go, ale nie odebrało mu słuchu... ojciec mógł zatem usłyszeć przerażającą agonię własnego syna, ale nic.... nic nie mógł z tym zrobić. Zupełnie tak, jakby opuściły go wszystkie siły.
- NIEEEEEE!!! - zawył, słysząc charakterystyczne łamanie się kości i ciągle ten agonialny wrzask. Tym razem starzec gnany tajemniczą siłą poderwał się i złapał zwłoki Alexandra, nim opadły bezwładnie na ziemię. Widząc twarz młodszego z synów - zaniemówił, stracił dech w piersiach.. dostał szoku. I wtedy odezwał się oprawca, Arhyr Gedovius. Mściciel. Sterne słyszał jego słowa, ale nie reagował, nie podniósł nawet wzroku. Jednak słuchał uważnie i zapamiętał każde słowo.
A następnie pojawił się kolejny blask. Adrienowi mignęło w oczach, otumaniło go, ale nie pozbawiło przytomności. Widział krótko jak Arhyr znika na horyzoncie, ale nie podjął żadnych środków. Zamiast tego wpatrywał się na kompletnie zniszczoną, do niedawna piękną twarz, syna, na którą spadały pierwsze krople łez. Adrien płakał po raz kolejny. Tym razem jednak jeszcze donioślej.
Gwardia w tym czasie patrzyła na to co się stało, ci mocniejsi na psychice zaczęli skuwać pokonanych Aedirnczyków, w tym Rhena, o którym Adrien teraz kompletnie zapomniał.
Ojciec dopiero po dłuższym czasie w milczeniu położył syna, po czym ściągnął płaszcz i przykrył go, nie chcąc wystawiać zwłok na widok publiczny. Chodziło bowiem o drugiego dziedzica najszlachetniejszego rodu w Kaedwen, zaraz obok rodu królewskiego. Uprzednio jeszcze włożył mu w dłonie miecz, którym siekał wrogów. Umarł jak wojownik, jako ktoś, z kogo można być prawdziwie dumnym.
- Niechaj twoja dusza niczym Gwiazda rozświetla drogę zbłądzonemu Jednorożcowi. Niech iskrzy się jak najjaskrawszym światłem, tak, jak zwykłeś żyć. Żegnaj, mój synu i oczekuj mnie niebawem. - po tych słowach niespodziewanie zaczął padać rzęsisty deszcz. Nie wydawało się to przypadkowe i za takie też Adrien nie uznawał. Starzec spojrzał w górę i zamknął oczy, jak gdyby czerpiąc ukojenie ze spadających kropel... albo po to, by zamaskować własne łzy.
- I ty płaczesz wraz ze mną?''
_________________
 
   Podziel się na:  
Garion I Podróżnik
Anioł



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Król Północy

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carrraigh

WIEK POSTACI:
60

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-27, 00:52   

Niebo zapłakało wraz z ojcem, który stracił swego syna. Nie ma słów, które opisałyby bólu jaki czuł rodzic tracąc dziecko. Ci którzy nie byli w stanie chwytać jeńców, patrzyli na tą przykrą scenę. Szlachetna ofiara młodego Alexandra nigdy nie pójdzie na marne. Nie dla tych ludzi, którzy tu byli. Nie dla tych, którzy od obecnych tu to usłyszą. Nikt nie będzię pamiętał złej strony młodzieńca. Pod tym płaszczem leżała szlachetna dusza, trzymająca miecz, aby móc bronić swego ojca po drugiej stronie. Senior Sterne wiedział, że znów go spotka. Niedługo. Lecz miał jeszcze ważną misję do wykonania. Jednak ta chwila... była jego chwilą. Jego żałobą i stratą. Jego bólem i rozpaczą. A nikt nawet nie śmiał mu przeszkodzić... Każdy cierpiał... Każdy tej nocy stracił bliskiego, towarzysza, przyjaciela... W zupełnie niepotrzebnej walce. Czarci stwór już gotował kocioł na duszę bestialskiego potwora, który za tym stał...

Deszcz padał już długo, a większość Aedirnczyköw zostało zabranych z dziedzińca, oszczëdzeni z powodu poddania się. Adrien długo leżał przy ciele swojego syna, czując jakby jego świat się zapadał. Jego przyjaciel był na granicy śmierci, a syn już ją przekroczył. W dodatku życie reszty jego bliskich było zagrożone, bo potwór zmierzał w ich stronę. To wszystko wydawało się go przerastać... Zapewne w tej chwili znów czuł się jak początkujący gwardzista, nieprzygotowany na zagrożenie i krzywdę...

Plac w końcu opustoszał. Ciało Alexandra zostało zabrane z dziedzińca zachowując mu należyty szacunek. Adrien jeszcze chwilę klęczał w deszczu, przemoknięty do suchej nitki. Nagle dwóch gwardzistów przyprowadziło przed jego obliczę Rhena von Valdicha, którego kopnęli, aby ten upadł na kolana. Wyjęli mu strzałę z barku. Jego wzrok był jednak otępiały. Czuł się zdradzony przez Arhyra, a w dodatku jego rebelia przegrała. Był całkowicie oddany na łaskę swojego przeciwnika.
-Nic nie jest prawdą... Wszystko to złudzenie i tępe marzenia...
Wyszeptał jakby nieobecny. Był zniszczony psychicznie. Jak wielu innych.
Gwardziści czekali na reakcję Lorda Protektora...

Wybór:
-Adrien zabija Rhena własnoręcznie,
-Adrien nakazuje postawić Rhena przed sądem za zbrodnie wojenną.
 
   Podziel się na:  
Adrien Sterne



STRONNICTWO:
Imperium Kaedwen

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Były gwardzista, szef agencji wywiadu

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Ard Carraigh

WIEK POSTACI:
70

STAN MAJĄTKOWY:
Bogacz

ROZGŁOS:
Legenda

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-27, 21:21   

,,Ani myślał podnieść się z kolan i pójść oznajmić Garionowi o zwycięstwie, co pewnie i tak ktoś już uczynił. Adrien był zbyt rozbity, by tym zwycięstwem się cieszyć... bowiem z jego perspektywy nie było to żadne zwycięstwo. Klęczał i wpatrywał się z wielkim smutkiem w krople obijające się o bruk placu, kiedy nagle przed oczami pokazał mu się skuty Rhen von Waldich. Zwrócił spojrzenie na młodego szlachcica, lecz to spojrzenie nie wyrażało nic... nawet nienawiści. Na upartego ktoś by stwierdził, że widać w niebieskim spojrzeniu Adriena głęboką gorycz.
- Życie okrutnie doświadcza człowieka, szczególnie w jego kresie, czyż nie? O tym mówiłem. - odezwał się w końcu zmęczonym głosem, dając jednocześnie do zrozumienia, że ich dwojgu już niewiele zostało czasu. Tego Adrien był całkowicie pewien, czuł, że do końca zostało mu bliżej niż dalej.
- Ale teraz przynajmniej cię rozumiem. Już wiem jak czułeś się, kiedy mordowano twoją rodzinę. To najokropniejsze uczucie ze wszystkich, nieopisany ból. Przepraszam cię za moją niewyrozumiałość.
Chwycił za sztylet osadzony w pochwie na udzie i zaświecił stalą Rhenowi przed oczami. Chyba dokonał wyboru; nie było sensu odwlekać nieuniknionej śmierci chłopaka. Sterne dobrze znał prawo, dla takich ludzi nie istniały żadne ulgi, tylko śmierć w powolny i najokrutniejszy sposób. Blondyn wsadził rękojeść sztyletu w zęby i podniósł się w końcu z kolan, by chwycić delikatnie twarz, kładąc prawą dłonią na głowie, a lewą przytrzymując jego szczękę, tak jakby udzielał mu rozgrzeszenia. Starzec wyglądał teraz jak uosobienie śmierci. A może tą śmiercią właśnie był?

Kości zachrzęściły, a ciało Rhena bezwiednie pochyliło się do przodu i opadło na ziemię. Nie poczuł bólu, śmierć nastąpiła za szybko. Adrien potraktował go wyjątkowo łagodnie nie z litości do niego, a do samego siebie. Pochwyciwszy sztylet zaczął mu się z ciekawości przyglądać; zaciekawiła go głównie jego jakość... stal była idealna, nieskazitelna, aż można było się w niej przejrzeć, zupełnie jak w... lustrze. I wtedy coś natchnęło starca z takim impetem, że energicznym krokiem skierował się do pałacu, bynajmniej nie po to, by odwiedzić Gariona. Szukał równie idealnego lustra i prędko znalazł, bowiem w pałacu na próżno szukać czegokolwiek o miernej jakości. Lustro wielkości niewiele mniejszej od standardowej prostokątnej tarczy owinął płachtą i wziął pod pachę, po czym bez słowa wrócił na zewnątrz.
- Konia! - zakomenderował. I na szczęście długo czekać nie musiał, bo prędko dostał od razu oporządzonego wierzchowca z królewskiej stajni. Gwardziści i żołnierze, którzy przyglądali się swojemu dowódcy nie przypuszczali co zamierza. Wsiadłszy na konia oznajmił wszystkim jak się sprawy mają.
- Zbierzcie resztę sił z kanałów pod dowództwem Rotha i brońcie miasta w przypadku kolejnego ataku. Ja zaś ruszam do Vengerbergu za Arhyrem Gedoviusem. Walczcie dzielnie, najznamienitsi mężowie Imperium! - i po tych jakże energicznych słowach pognał konia. Teraz to on był myśliwym, a Arhyr zwierzyną zapewne nie spodziewającą si÷ zemsty ze strony spłakanego starca...
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo







Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 9