Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Gospoda "Chrząszcz"
Autor Wiadomość
Aelian Daerain



STRONNICTWO:
Epoka Nordlingów

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Rządzenie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Niebiosa

WIEK POSTACI:
40 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Bogaty

ROZGŁOS:
Sławny

MOTTO:
Dziel i rządź

MULTIKONTA:
Bolvar Halldorson

Wysłany: 2017-06-27, 23:07   Gospoda "Chrząszcz"

Dobrze zaopatrzona, jak nie najlepiej gospoda w całym królestwie. Podają tu mięsiwo różnego rodzaju, a wino po prostu wspaniałe. Sprowadzane prosto z Toussaint.
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-06, 23:14   

Od rozmowy pod lyrijską bramą minęło kilka godzin, a słońce już zaszło. Życie w gospodzie zaczęło rozkwitać, ludzi przybywało coraz więcej, trunki rozlewały się litrami, natomiast szlachetka O'Hood i szpieg Crispo już pod niemałym wpływem alkoholu wysokoprocentowego, siedzieli przy ladzie i debatowali. O czym? O wszystkim. Polityce, pieniądzach, życiu. Czyli tak jak zawsze to było z podpitymi mężczyznami.
-Ja Ci mówię... Nic nie osiągniesz biernością! Mówiłeś... że... Twój ród był blisko dynastii panującej! Kto jak kto, ale Tobie bliższe prawa to tronu, niż... tym pierdolonym starcom!
Przemówił z dużym trudem robiąc pauzy, by zebrać w sobie przemyślenia dotyczące tego co chciał powiedzieć.
Pomimo, że panowie czuli się już luźniej w swoim towarzystwie, to Vincent dla Sama wciąż był Gustavem. Crispo wiele lat działał pod różnymi przykrywkami i jeśli nigdy nie było jasnych dowodów na kłamstwo Temerczyka, to ten nigdy nie zdradzał prawdziwych intencji. Choćby miał umrzeć. Nigdy.
-Wiesz... Tak jak mówiłeś, tutaj nikogo nie obchodzi wiara, każdy patrzy po kieszeniach... A nie chcę zmuszać nikogo do wierzenia w... siły boskie! Gdyż to byłoby bezsensowne! Myślałem nad tym... By do Kaedwen zmierzyć... Baaaan Aaaard mi się widzi! Długa droga niestety...
Napomniał o swoim następnym celu podróży. Lyrie i Rivie miał z głowy. Tutaj panował chaos związany z bezkrólewiem i nic nie przesądzało o zmianie tej sytuacji. Dlatego ten kraj nie był zagrożeniem dla Temerii. Misje jednak należało kontynuować, a Kaedwen już było słynne z agresji wobec jego ojczyzny. Najgorsze było to, że samotna podróż w tamte zakątki była bardzo niebezpieczna. Łowcy Magii poza tępieniem czarodziejów pełnili swego rodzaju funkcje straży miejskiej, bardzo agresywnej i nierracjonalnej... Lecz na kogo mógł liczyć? Pewnie nikogo.
 
   Podziel się na:  
Sam O'Hood


STRONNICTWO:
Lyria i Rivia

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Szlachcic

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Lyria

WIEK POSTACI:
30 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Rozpoznwalny (w Lyrii)

MOTTO:
Raz ukiszonego ogórka nie da się odkisić

Wysłany: 2017-07-06, 23:34   

Po tych kilku godzinach spędzonych na debatowaniu z Gustavem, o najróżniejszych sprawach w końcu sprowadzili rozmowę na tory bezkrólewia. Szczerze to Sam był na tyle schlany, że objął Gustava jak najlepszego przyjaciela i uśmiechnął się szeroko.
- woesz Gustav. Może i jesteś kłamca, ale... Ale ja Cie normalnie kocham jak... Brata. Trochę starszego, ale jednak. Bo widzisz... Te staruchy są... Jakby Si to powiezieć... Boją się. Albo chsą na tronie swoich posazić. A tak się nie godzi! O nie! Korona powinna być czymś wyjątkowym, a nie kupczeniem między sobą o pszywi... Przywileje i ziemie. Król to jednak król! Dobrze mówię!?
Ostatnie zdanie wykrzyczał na całą karczmę, po której rozległ się głośny okrzyk aprobaty. Po tym, wszyscy sięgneli do kieliszków, lub kufli, zależy kto co miał, i wypili swoje trunki do dna.
- Król przede wszystkim powinien zmobilizować wojscho. Widziałeś co się dzieje. Jesze troche i najezie na jas Nilfgaard, a tu co? Nic! Zabiorą nam wszystko... Aj szkoda szszempić ryja, Gustav. Trzeba wziąś ich za szmaty i mocno nimi wsz... Wsz... Wstrząsnąć o!
Po tych słowach nalał sobie i Gustavowi po kolejnej kolejce i poklepał go po plecach. Usłyszał o planacj swojego nowego, najlepszego przyjaciela i od razu wpadł mu do głowy genialny pomysł. To znaczy... Dla niego genialny. Lepiej to sprecyzować, aby nie było czasem jakiś niejasności.
- To może wybiorę się z Tobą? Nigdy nie byłem w Ban... Ban Ard. A jak jess okasja to skoszystam...
Uśmiechnął się szeroko i uniósł wysoko kieliszek. Odczekał na Gustava i wzniósł toast.
- Za Lyrię, Rivię, Temerię i Redanię! Aby wszystkim się dobrze wiodło!
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-07, 08:04   

Oj z dwoma panami było już bardzo niedobrze, gdyż podpici stali się już całkiem inni, lecz dopiero rano nadejdzie kara w postaci kaca. A zwłaszcza u Vincenta, który młody już nie był i słabo to znosił.
-Bracie...! Racji masz po stokroć! Korona to... Władza! A władza to... Życie ludu... Bez korony nie ma ludu! Te zaaaaałgane psie syny tylko zwodzą za nos i co?! I gówno z tego! Ja Ci powiadam... Oj powiadam całemu narodowi... Walczcie z tym i zadecydujcie jednogłośnie!
Krzyczał w stronę wszystkich bywalców, a Ci unosili kuchle, niejeden nawet poklepał po ramieniu równie pijanego Sama. Lyrijczycy kochali O'Hooda, więc czemu to banda starców od dekady wstrzymywała się od decyzji?
-A wojska to wy ciula macie, potwieerdzam... No chyba, że przy bramie!- pijacko zarechotał i wypili kolejke, po czym kontynuował filozoficzny wywód -Nilfgaaard to tam wiesz, wpierw sami dupe muszą ogarnąć... Lecz jeśli ruszą, to wspólne siły Temerii i Lyrii pewno wstrzymają Czarnych! A i Redania i Aedirn będzie walczyć! Północ jest silna i się nie podda! Ano i elfy wywiązać się muszą... Za ziemie które dostały do sadzenia kwiatków muszą walczyć...
Podsumował jak on to widzi i nie dało się wyczuć u niego obaw związanych z potencjalnym wybuchem III Wojny z Nilfgaardem.

Uniósł brwi, choć powieki już niezbyt, gdy usłyszał o propozycji Sama. No niby to tylko pijackie gadki, lecz teraz brzmiało to poważniej, niż warunki utworzenia Trójkąta Północnego.
-Ohoho! Miałbym świetnego towarzysza! Tylko uważać byśmy musieli, gdyż Kaedwen to stan umysłu i kij wie, czy się nic nie zadzieje złego...
Odpowiedział licząc, że następnego dnia to wciąż będzie aktualne.
-Panie... Za Północ! Za nas wszystkich!
Dodał do toastu, wypił ostatniego kielicha i wyrzucił kieliszek na znak, że dla niego to koniec picia...
 
   Podziel się na:  
Sam O'Hood


STRONNICTWO:
Lyria i Rivia

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Szlachcic

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Lyria

WIEK POSTACI:
30 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Rozpoznwalny (w Lyrii)

MOTTO:
Raz ukiszonego ogórka nie da się odkisić

Wysłany: 2017-07-07, 11:08   

Sam już nie wiedział nawet ile wypili. Nie umiał już nawet policzyć szkieł stojący na stole przed nimi. Oj czuć w powietrzu potężnego kaca. Szkoda, że nie ma z nimi czarodzieja, który zna jakieś sztuczki na pozbycie się skutków ubocznych picia, lub jakiegoś zielarza, który przypisze im jakieś korzonki i wszystko zaraz przejdzie.
-Ja to fszystko fiem, Gustavie... Ale z nimi się nie dogadasz. To barany są i... sprzedawczyki! Nie rozumiem ich rozumowania szczerze powieciawszy...
Tu zaciął się wyraźnie i czknął głośno. Przymknął, jak mu się wydawało, na chwilę oczy. W rzeczywistości trwało to kilka minut. Głowa opadła mu na klatkę piersiową, po czym szlachcic zachrapał. Szybko jednak podniósł głowę i kontynuował dalej.
-... są jak wrzód na tyłku. Trzeba tu zrobiś poszątek!
Uderzył dłonią w stół i wypił kolejkę razem z Gustavem. Również wyrzucił swój kieliszek. Nie był już w stanie chyba więcej wypić, albo po prostu nie chciał pić sam. Wódka na zimno jest dobra, ale wódka, którą pijesz sam już nie.
-A więc wyruszamy rano do... Ban Ard! - zawołał na całą karczmę, ale tym razem nikt już mu nie odpowiedział. Wszyscy zajęli się swoimi sprawami. Część wlewała sobie alkohol do gardeł, inna częśc leżała na ławach, lub na ziemi. Ot prosty dzień w karczmie.
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-08, 00:22   

Vincent rzadko miał okazję dużo pić, ponieważ praca była z nim całą dobę. A teraz? Nawet teraz chlał, bo rozkaz tego wymagał. Znaczy... Pośrednio. Sam alkohol był jego inicjatywą. Ale był też sprawdzoną metodą na otwieranie ludziom ust i nawet lepszą od tortur, którymi niestety haniebnie się parał.
-Ojczyzna to jednak jak matka jezt... Jakoby to ona skurwiona nie była, to i tak przecio kochać jom bedziesz... Sam jednak nichuja nic nie zrobisz... Ah jebał to...
Powiedział patrząc na kufle, a następniw na zbity kieliszek. Cholera, na prawdę rzadko miał okazję na takie szaleństwa i oderwania od rzeczywistości.
Następnie bardzo powoli, aby nie rzygać, spojrzenie pokierował na szlachetke, któremu udało się przysnąć, lecz ten go szturchnął na rozbudzenie.
-Zbieraj chłopa co poparcie Ci dadzą i rób coś! Samo gadanie to warte tyle co elficka korona.
Zaśmiał się nabijając z waluty Dol Blathanna, lecz nie oszukujmy się. To zamknięte na świat państwo żyje własnym istnieniem, myśląc że nie robiąc nic z gniazdem os, nie podlega ryzyku ukąszenia.
Podniósł się z krzesła bardzo powoli i oparł rękę o ramie Sama, patrząc na niego nietrzeźwo.
-A więc za słowo trzymam i rano do Ban Ard zmierzamy! Zobaczymy dawną szkółke panów magów nielegalnych! Znaczy... Popołudniu wyruszymy jeśli nie wstane rano.
Znów się zaśmiał. Już dwa razy. Takie rzeczy u Vincenta tylko po alkoholu.
 
   Podziel się na:  
Sam O'Hood


STRONNICTWO:
Lyria i Rivia

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Szlachcic

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Lyria

WIEK POSTACI:
30 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Rozpoznwalny (w Lyrii)

MOTTO:
Raz ukiszonego ogórka nie da się odkisić

Wysłany: 2017-07-08, 12:50   

Na słowa Gustava oczy Sama rozbłysły płomieniście. Wziął sobie to głęboko do serca i, może tak się tylko wydawać, ale wyglądał teraz na zupełnie trzeźwego. To bardzo dziwne, ale tak było. Może to tylko chwilowe, ale jednak. Spojrzał na Gustava z zimnym uśmiechem. Poderwał się nagle, co dziwne nawet się nie zachwiał. Uderzył pięścią w stół tak mocno, że dźwięk rozszedł się po całej karczmie. Wszyscy zamilkli i zwrócili swoje twarze w jego stronę. Sam oparł się o stół i ryknął.
-Postanowione! Przyrzekam Na mojego ojca, że kiedy wrócę do tego kraju, zbiorę wszystkich, którzy są gotowi mnie wesprzeć! Nieważne, czy potrafią walczyć, czy też nie. Liczy się nasza wiara! Wiara w ten kraj! Więc kiedy tylko wrócę zmuszę szlachtę do uznania mnie nowym władcą Lyrii i Rivii! Nie twierdzę, że będę idealny, ale na pewno będzie lepiej niż to co dzieję się teraz! ZA LYRIĘ!
Ryknął ostatnie słowa i opadł ciężko na ławę obok Gustava. Widać było, że ten kraj był dla niego bardzo ważny, bo twarz Sama była cała czerwona. Włożył w tą przemowę całą swoją złość na resztę szlachty, która nie potrafiła nic zrobić. Chciał, aby to się w końcu skończyło, aby Ci ludzie mogli czuć się bezpiecznie i żyć normalnie.
Odchrząknął znacząco, patrząc kontem na Gustava i wyczekując jego reakcji. Szczerze powiedziawszy to dopiero teraz poczuł jak alkohol uderza mu do głowy. Poczuł lekki zawrót i nudności, ale przemógł się i nie puścił pawia.
-A więc do jutra Gustavie. Będę czekał z niecierpliwością. Wymamrotał z trudnością i ponownie przysnął, ale tym razem na dłużej, bo gdy jego ciążka głowa uderzyła o stół tylko zachrapał i spał dalej. Spokojnie. Karczmarz się nim zajmie. Chyba... W każdym razie spotka się jutro z Gustavem.
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-07-08, 13:27   

Temerczyk przez pierwsze chwile wręcz nie poznał Sama, gdy ten z dziwnym uśmiechem otrzeźwiał, gotów coś powiedzieć.
Jego słowa wywołały szepty, które rozbrzmiały w gospodzie. Wszyscy byli jakoby aprobujący plany szlachetki, gdyż nikomu nie widziało się bezkrólewie. Pan O'Hood wydawał się jednym z lepszych kandydatów na tron, więc mało kto śmiałby teraz zaprzeczyć. Niestety większość pewno zastanawiała się, czy to wszystko mówił Sam, czy alkohol.
-Obietnica złożona w imię ojca to wielka obietnica! Teraz Lyria na Ciebie liczy! Nie zawiedź... Jej!
Odpowiedział patrząc jak ten czerwony pomidor pada na dupe i ofpoczywa po przemowie. W głębi duszy Vincent też liczył, że nie były to tylko puste słowa.
-Do jutra Panie O'Hood.
Mruknął, gdy WIELKI HRABIA zasnął pijany przy stole. Eh prawdą było, że nieważne kim się jest, wszyscy byliśmy tacy sami. Możnowładcy, żołnierze... Tylko tytuły dzieliły.
Crispo udał się do wynajętego pokoju, gdzie miał rozłożone futro na podłodze przy palenisku. Zasnął od razu...


...i wzbudził się już późnym porankiem z oczekiwanym bólem głowy. Od barmana dostał kufel wody, który wypił bardzo szybko. Szlachetki już nie było od dawna, dlatego w miarę możliwości zabrał wszystkie swoje rzeczy i odnalazł konia, którego wczoraj uwiązał. Gdy w końcu Sam przybył na umówione spotkanie, razem dosiedli swoje wierzchowce i wyjechali z miasta, w stronę Kaedwen...

(z/t)
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM




Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,51 sekundy. Zapytań do SQL: 9