Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przystań (roleplay EN)
Autor Wiadomość
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-12-29, 21:38   Przystań (roleplay EN)

FABUŁA: GRYF NA DNIE MORZA


Wszystko było jak jeden przebłysk... Wiedźmin zabił ważnego Nilfgaardczyka... Koniec wojny... Redańscy spiskowcy przybyli do Koviru... Czarodziej był informatorem... Wiedźmin bestialsko zabija Tankreda... Ucieka, ucieka daleko... Czarodziej ucieka... Gryf dołącza do rewolucji w Caracie... Czarodziej też dołącza... Rzeź kaedweńskich lojalistów... Mag... Pierścień ognia...
-Zbyt długo uciekałeś przed Nilfgaardem, Reinhartcie... My jesteśmy tylko pionkami...
Ostatnie słowa czarodzieja. I puf... Wszystko zgasło...



MG= Igrid Wygnana (KLIK)

Reinhart z Viroledy nie mógł ostatnio marudzić na nudę. Jeszcze całkiem niedawno naparzał się po mordzie z Kaedweńczykami, a teraz wędrował przez zielone wzgórza w towarzystwie pięknej Skelligijki, Igrid zwaną przez miejscowym "Wygnaną". Jak do tego wszystkiego doszło? Wiedźmin musiał bić się z własnymi myślami. Uczestniczył w rewolucji Gorna, który chciał przejąć władze w Kaedwen. I dzięki najlepszym zdolnościom wojaczym Pana Reinharta, potężnej magii Pana Tarrsa, oraz wielu innym, udało się. Ale no właśnie. Wygrana bitwa polityczna, nie oznaczała końca bitew prywatnych. Syriusz Leopold Tarrs. Ten czarodziej okazał się być sługą Cesarstwa, a wykorzystał chaos, by uprowadzić wiedźmińskiego kryminalistę prosto przed oblicze Hadriana Calveita. Nawiązała się między nimi walka godna heroicznych opowieści snutych przez bardów, lecz zakończona dosyć nieoczekiwanie, ponieważ teleport maga, który miał zabrać Reina prosto do Miasta Złotych Wież popsuł się i zmienił lokalizację. Padło na sam środek An Skellig. Tym szczęściem umknął cesarskiemu wysłannikowi, lecz w tragicznym stanie. Został jednak odnaleziony przez pewną miejscową wojowniczkę, która go opatrzyła i postanowiła mu towarzyszyć...
Tak też był tu teraz, w drodze do niewielkiej przystani, znajdującej się obok jednego z licznych miasteczek
-Za chwilę będziemy.
Kobieta o kruczoczarnych włosach uśmiechnęła się lekko, choć dłoń miała ułożoną na rękojeści. Nie była ostatnio mile widziana przez rodaków. Dlatego spodziewała się wszystkiego. Od słownych zaczepek, bo atak smoka.
Kiedy ta dwójka dotarła do cywilizacji, Igrid lekko wyprzedziła wiedźmina, aby dać mu do zrozumienia, że lepiej nie tracić czasu. Zatrzymali się dopiero przed pewnym starym farmerem, pijącym rozcieńczone piwo za najniższą cenę.
-Hej, Ty! Przybył tu jakiś okręt ostatnio?
Spytała biorąc głębsze wdechy. Starzec zmierzył ją leniwym wzrokiem.
-Nawet jeden cumuje na przystani. To jakieś święto. Z tego co słyszałem, to "Wiedźma" się nazywa, kontynentalny bryg.
-Dzięki. Chodź wiedźminie!
Czarnowłosa ruszyła dalej, a Reinhart tuż za nią. Starzec tylko spojrzał w stronę odchodzącego mężczyzny.
-Wiedźmin...?

Dwójka wojowników znalazła się na przystani, i tak jak mówił farmer, był tu bryg, a marynarze ładowali na jego pokład skrzynki z towarami.
-"Wiedźma", tak?- Rzuciła z uśmieszkiem, gdy nagle spojrzała na czarną banderę. -O kurwa... piraci...
Igrid chyba nie tego się spodziewała. Już pomijając fakt, że odkąd Skellige stało się wielkim królestwem, to piractwo postanowiono tępić w większym stopniu, a obecność ich przedstawicieli świadczyła o głupocie miejscowych wyspiarzy. Prawdziwy problem był w czym innym. Reinhart i Igrid złączyli siły, bo mieli jeden cel. Zaciągnąć się na statek i dotrzeć na kontynent. Natomiast wstąpienie na okręt morskich rabusiów i morderców, na pewno nie należało do prostych.
-To jak towarzyszu... Ryzykujemy i idziemy paktować...?
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-30, 18:44   

,,Och, pewnie że Reinhart się nie nudził. On nigdy się nie nudził, zawsze miał zajęcie, nawet wtedy gdy nie chciał robić nic. Wiedźminem to on był sławnym, a raczej mocno NIEsławnym, jeśli się weźmie pod uwagę jego reputację. Daleko mu było do aniołka, ścigał go bowiem cały kontynent, ludzie obwołali go Ostatnim Gryfem... chociaż nie, ten przydomek ustąpił miejsca na podium nowemu - ,,Królobójca". Reinhart z Viroledy ruszył światem już w chwili, kiedy zarżnął Severina van de Braun, nilfgaardzkiego feldmarszałka, którego uśmiercenie znacząco skróciło wojnę. Nilfgaard go za to nienawidził i ścigał w opór. Potem flaki Tankreda przyozdobiły jego kommatę w Kovirze, czym już faktycznie zasłużył sobie na przydomek. Następnie zaś przygoda w Aedirn. Krótka dosyć, bo zanim zaczęło się na dobre, Reina próbował pochwycić pewien, całkiem silny, nilfgaardzki czarodziej. Rein nie wyszedł z tego starcia bez szwanku, ale dzięki temu był gdzie był i... z kim, nie byle kim.
- Frapujący krajobraz. - rzucił dwuznacznie, idąc z tyłu i bezczelnie wpatrując się w jej tyłek. Zaprzestał tego rytuału, w chwili gdy dziewczyna się obróciła i udał że się rozgląda. Skellige oczywiście było piękne, ale... ALE.
Gdy rozmawiała z jakimś mężczyzną, Reinhart nie odezwał się, bo i po co. Ciekawe było natomiast to, że staruszek zdziwił się usłyszawszy, że kruczoczarnej towarzyszy wiedźmin. Ciekawe czy zdziwiła go obecność wiedźmina samego w sobie, czy na myśl przyszedł mu ten konkretny - Reinhart. Ostatni Gryf uśmiechnął się na odchodne i poszedł za Igrid.

Wydął usta i cmoknął, widząc piracką banderę. Widać, nie bardzo się tym przejął.
- Piraci czy nie, Skelligijczycy lubią handlować z każdym, kto może im zaoferować trochę rzeczy pospolitych na kontynencie, a stosunkowo rzadkich tutaj. I to ty ryzykujesz, nie ja. Ja nie muszę się martwić o życie wśród obdartusów i matkojebców. - wyrzekł na pełnym rozluźnieniu i zrobił kilka kroków w przód, po czym się zatrzymał...
- Ale ty rozmawiaj, jeśli mają mnie rozpoznać, to niech to się stanie już podczas rejsu.
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-12-31, 13:16   

MG = Igrid Wygnana, Gunter ( KLIK )

Kobieta uważnie spojrzała na Reinharta, gdy ten poruszył temat eksportu towarów kontynentalny. Musiała się z tym zgodzić. Skelligijczycy zmienili się. Byli bardziej ulegli, oraz robili wszystko pod swoją wygodę. Dobrym przykładem było odrzucenie ich bóstw i przyjęcie Najświętszego Ognia. Kto się nie dostosował był zwyczajnie na przegranej pozycji. Dlatego Igrid zwano Wygnaną. Bo nie potrafiła zrzec się swoich bogów dla widzimisie jakiegoś tam Radowida.
-Jestem wojowniczką. Razem z bratem powalaliśmy niedźwiedzie gołymi rękoma, a mieczem siekałam niejednego twardziela. Jeśli czegoś ode mnie zechcą, to jedynymi którzy będą się martwić, to właśnie oni...- Odparła całkowicie opanowana, pełna skelligijskiego hardu ducha. Mogło to na swój sposób imponować Reinhartowi, który zawsze na swej drodze spotykał słabych ludzi. -Tak jest, szefie.
Parsknęła krótkim śmiechem i ruszyła pierwsza, a wiedźmin tuż za nią. Na pomoście dostrzegli dwumetrowego mężczyznę, dosyć krzepkiego, z długimi blond włosami i równie długą brodą. Wyglądał na prawdziwego wilka morskiego, a nawet i barbarzyńce, który toporem ściąłby trzech żołnierzy naraz. Wzbudził w Igrid respekt, więc stwierdziła, że on tu jest jakimś ważniakiem. Podeszli do niego, a ten wyciągnął rękę w przód.
-Hola hola, czego tu szukacie?
Spytał niskim głosem.
-Witaj żeglarzu. Chcemy się zaciągnąć na okręt, aby dostać się na kontynent!
Wielkolud wybuchł śmiechem, po czym wskazał palcem w górę.
-Maleńka, widzisz czarną banderę? To nie pieprzony statek wycieczkowy...
-Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego czym się zajmujecie, ale mi i mojemu uroczemu towarzyszowi to nie przeszkadza! Moglibyśmy się przydać wam w rabunkach, umiemy walczyć!
-Spierdalać.
Warknął i poszedł gdzieś do swoich towarzyszy na lądzie, bez najmniejszego słowa pożegnania. Kobieta była zirytowana.
-Kurwa mać! Nie potraktował nas poważnie! Musimy zwrócić na siebie uwagę kapitana, bo ten osiłek raczej nim nie był, więc ostatecznej odmowy to my nie dostaliśmy...- Wojowniczka nagle dostrzegła drabinki na burcie Wiedźmy, które służyły do wejścia na pokład dla tych co wypadli do morza. -Umiesz pływać, wiedźminie...?
Uśmiechnęła się tajemniczo.
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-31, 14:41   

,,- Hardo. - rzucił zdawkowo, tak naprawdę nie biorąc tych słów na poważnie. Czarnowłosa nie imponowała mu swoją odwagą, wiedział bowiem, że gdyby przyszło co do czego, to ona leżałaby trupem. Skelligijska hardość to coś, co należy mieć na uwadze, ale mimo wszystko każdy szermierz kupa, kiedy wrogów kupa. Oczywiście nie dotyczyło to Reinharta, którego w szkole Gryfa uczono mistrzowskiej walki z wieloma przeciwnikami na raz. Jego jedynym problemem było trafienie na niepospolitego maga... takiego jak tamten nilfgaardzki szpicel. Reinhart aż sapnął, przypominając sobie tamtą walkę. Kilka hektarów sosnowego lasu poszło z dymem, a w samym jego środku musiał walczyć Rein. Zdecydowanie trafił wtedy na godnego przeciwnika, niestety jednak dla czarodzieja teleport, jak to teleport nie zadziałał jak chciał i wyrzucił Reinharta tam, gdzie nie powinien. Wiedźmin trochę do siebie dochodził, ale o ten kawałek historii już mniejsza... Ważne, że teraz był w pełni sprawny. Szkoda tylko tamtego pancerza, bo był dobry, a teraz chodził jak szmaciarz.

Blondwłosy wielkolud nie zrobił na nim dużego wrażenia. Wielki, silny i gburowaty, takich na Skellige jest na pęczki. Pospolitość nie ujmuje nikogo.
Spojrzał na Igrid, która chętna była sobie popływać w zimnej wodzie, byleby dostać się na okręt. Cóż, akurat tego, że dziewczyna nie jest zdeterminowana nie mógł powiedzieć.
- Potrafię. Płyniemy w ubraniach czy bez? - zapytał retorycznie rzecz jasna, z dwuznacznym uśmieszkiem. No bo co to za różnica? Ubrania i tak by się przemoczyły i tak, więc...
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-12-31, 15:14   

MG = Igrid Wygnana, Gunter, Constantino Devez (KLIK)

Igrid zaśmiała się z powodu dwuznacznego żartu Reinharta.
-Ja nie kategoryzuję, lecz czy każdy wiedźmin myśli trzecim mieczem?
Spytała żartobliwie, po czym wraz z towarzyszem zakradli się na opuszczoną część wybrzeża. Wizja pływania w lodowatej wodzie nikomu się nie podobała, lecz jeśli nie zrobiliby nic to umarliby chyba z nudy na tym przeklętym An Skellig...

Minęło kilka minut, aż dopłynęli wpław do bryga, po którym zaczęli się ostrożnie wspinać. Wiedźmin jako pierwszy wszedł na pokład, lecz nic wstał na równe nogi dostrzegł miecz, który ostrym końcem był skierowany do jego twarzy. Ku jego zaskoczeniu, osobą która go dzierżyła była postać tego wielkoluda z przystani. Jakim pieprzonym cudem był już tutaj?!
-Cwani jesteście. Lecz chyba nie pomyśleliście, że na pustych wodach dobrze widać dwie płynące osoby. A byliście zbyt przejęci mrozem i zmęczeniem, by dostrzec moją szalupę. Odsuń się i daj swojej panience wejść...- Powiedział nieprzyjemnie, dając Reinhartowi szanse na wyprostowanie się, a zszokowanej Igrid na wejście na pokład. -Chłopcy! Świeże mięso samo do nas przylazło!
Zawołał i nagle grupka piratów należąca do załogi dołączyła na pokładzie do Guntera, każden jeden trzymając broń w pogotowiu.Wiedźmin co prawda mógł w razie czego spróbować walki grupowej, lecz Skelligijka go szarpnęła za rękaw na sygnał, by się wstrzymał.
-Chcemy rozmawiać z kapitanem tego okrętu...
Piraci wybuchli śmiechem, poza Gunterem który uważnie ich mierzył wzrokiem.
-Nie odmówię rozmowy z żadną ślicznotką, choć gorzej gdy przychodzi w towarzystwie innego mężczyzny...
Rozbrzmiał nieznany głos, a w tle dało się usłyszeć stukot oficerek o deski pokładu. Przed wszystkimi ukazała się postać szczupłego mężczyzny z charakterystycznymi wąsiskami i bródką, oraz niedbałymi włosami do ramion. Miał na głowie chustę i trójkątny kapelusz, za to jego zniszczony płaszcz wyglądał jakby przeżył niejedną wojnę. W oczy rzucał się rubinowy krzyż przewieszony przez jego szyję, lecz rękę można było dać sobie uciąć, że został on skradziony jakiemuś kapłanowi w czasie rabieży.
-Witam na moim okręcie, "Wiedźma"! Jestem kapitan Constantino Devez, słynny żeglarz! Rzadko miewam tu gości, choć może to z powodu zapachu mojej załogi.- Uśmiechnął się nieprzyjemnie ukazując złoty ząb. -Czego tutaj szukacie? Jeśli mnie nie przekonacie do siebie to...
-Wypatroszymy ich i powiesimy truchła!
Krzyknął jakiś pirat z tłumu, a kapitan wskazał na niego palcem.
-Świetna myśl! A więc...?
Igrid i Reinhart chwilę milczeli. Skelligijka skojarzyła imię i nazwisko kapitana. Był jednym z najbardziej poszukiwanych piratów na znanych im morzach. Z tego powodu jest odwaga zmniejszyła się w dużym stopniu.
-Chcieliśmy zaciągnąć się na ten statek i dotrzeć na kontynent... Możemy zaoferować swoje zdolności waleczne...
-Nuda.- Krótko skwitował jej odpowiedź, a wzrok przeniósł na wiedźmina. Jego kocie oczy go zafascynowały. -Ostatnia szansa dla Ciebie, aby ratować i siebie i tę ślicznotkę. Przekonaj mnie do siebie...
Uśmiechnął się znowu, szyderczo. To był jego okręt. To on był tu panem. Ich życie i ich żegluga na kontynent zależało od niego...
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2017-12-31, 15:45   

,,Oj tak, plan z wpłynięcem wpław nie był jakoś specjalnie dobry, ale i tak lepszy od wdzierania się od frontu. Wówczas mogliby zostać odstrzeleni niemal od razu na morzu. Ale to tylko gdybanie. Teraz blondyn mierzył ostrzem w stronę kompletnie nieprzejętego Reinharta, a Igrid tymczasem jakby zwątpiła w swoje wcześniejsze słowa, gdy zobaczyła tych wszystkich piratów. Gdy tylko Rein zaczął wznosić dłoń ku rękojeści, to czarnowłosa szarpnęła go za ramię, aby trgo nie robić... może miała rację? Może dało się z nimi dogadać, ale problem tkwił taki, że wiedźmin nie bardzo lubił, kiedy do niego mierzono. Ledwo odpuścił sobie myśli jak ich tu zarąbać. A przecież mógł.
I wtem pojawił się kapitan, o którego Igrid tak ubiegała. Gość wyglądał nietuzinkowo, ekstrawagancko na swój sposób. Wyglądał jak rasowy pirat z opowieści, ale brakowało mu tylko butelki rumu w dłoni i papugi na ramieniu, coby stereotyp dopełnić. Wiedźmin znał go, co prawda nie osobiście, ale miał na uwadze wszystkich przestępców, za których była wyznaczona dobra nagroda. Tak na wypadek gdyby chciał zapolować.
Reinhart analizował go tak, jakby miał się zaraz stać jego ofiarą. Zawsze tak robił, gdy czuł, że z daną osobą przyjdzie mu obcować nieco dłużej lub zechce tę osobę zabić. Devez wydawał się być cwanym lisem, czuł się niebywale pewnie wśród swoich kamratów... co więc by się stało, gdyby go od nich odizolować? Ciekawe, warte zapamiętania i a nuż wypróbowania. Dalszą analizę Gryfa przerwało pytanie Deveza.
- Mógłbym wypatroszyć twoją załogę, wraz z tobą na koniec, a waszymi głowami przyozdobić burty, ale skoro uważasz to za nudne, to wypada mi się tylko przedstawić. - wypowiedział to z niepokojącym uśmieszkiem i pokłonił się bardzo lekko, nieformalnie. - Reinhart z Viroledy. - i nic więcej nie należało dodawać. Zdziwiłby się ogromnie gdyby Devez nie znał tego imienia i jego wartości...
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2017-12-31, 16:14   

MG = Constantino Devez, Igrid Wygnana, Gunter

Piraci uważnie obserwowali szczury lądowe, a zwłaszcza gdy sam kapitan raczył wdać się w rozmowę. Przeważnie Devez kazał wieszać z miejsca, lecz chyba kocie oczy wiedźmina i ładna buzia Igrid przekonało go do wstrzymania się z tym.
-Prędzej ja urąbałbym Ci ten łeb, niż Ty zabiłbyś któregokolwiek moich kamratów. Takiś hardy? Sam mógłbym stawić Ci czoła!
Wtrącił wielkolud, opuszczając miecz i robiąc krok w przód dumne wysuwając klate do przodu, niezwykle świadom swych sił. Nienawidził, gdy ktoś lekceważył jego, czy załogę. Nie byli byle psami, czy mięsem armatnim. A zwłaszcza nie on...
-Gunter!- Wtrącił kapitan uspokajając go. -Wybacz, lecz mój I Oficer jest nerwowy. Zwłaszcza gdy grozi mu się śmiercią. Ale to jak każdy, prawda?
Devez spytał retorycznie i podszedł bliżej, do pola zasięgu Reinharta i Igrid. Oboje mogli teraz uważniej przyjrzeć się twardej twarzy Constantina. Poza charakterystycznym pirackim zarostem i włosami, można było zauważyć wiele blizn po starciach na morzu. Natomiast jego oczy były niespotykanie zielone, na co bardziej uwagę zwróciła Skelligijka.
-Jestem ciekaw co byś zrobił dalej. Wiesz, że do pływania taką łajbą potrzeba minimalnie dziewięciu żeglarzy i sternika? Raczej nie wyglądacie na wilki morskie. A na tutejszych wyspiarzy nie liczcie. To udomowione psy, nie wilki.
Zaśmiał się zakładając ręce do tyłu i robiąc kilka kroków na pokładzie. Reinhart może mógł wszystko załatwić siłą, lecz nie był znawcą morza. To nie jego królestwo...
Gdy kapitan usłyszał jak rozmówca się nazywa, natychmiastowo zatrzymał się i spojrzał na niego. Załoga też była lekko zaskoczona. Gunter klepnął wiedźmina w ramię swą wielką łapą.
-Stary... szacunek!
Powiedział, pewnie zaskakując tę dwójkę. Kapitan powrócił do nich.
-Ah... królobójca i niezwykle poszukiwany kryminalista na... całym kontynencie? Świetnie! Zainteresowałeś mnie i przekonałeś do siebie! Uwielbiam niezwykłe osoby, które robią niezwykłe rzeczy!- Powiedział to z dozą szaleństwa, dobrze znaną Gunterowi i reszcie. -Dorzucicie jeszcze po 400 koron novigradzkich na łebka i możemy ruszać. Więc jak, kamraci?
Spytał łasy na pieniądze, jak to zwykle on. Igrid się to jednak nie spodobało.
-Reinhartcie... Nie mam ani grosza...
Wyszeptała, aby tylko on usłyszał.
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-01-01, 11:59   

,,Blondwłosy olbrzym był całkowicie pewien swych słów, ponieważ nie wiedział, z kim ma tak naprawdę do czynienia. A kiedy i on i kapitan Devez usłyszeli miano Reina, nagle poczuli wielki respekt, zaś sam kapitan był już naprawdę skory do pomocy. Szkoda tylko, że wiedźmin nie miał przy sobie należnej sumki, Igrid także jak sama powiedziała. Królobójca przegrzebał swoje odzienie i znalazł mieszek ze złotem. Wiedział ile w nim jest, toteż nie musiał się samemu upewniać i rzucił go Devezowi.
- 200 koron jako zaliczka. Resztę otrzymasz na kontynencie, kiedy doczłapię się do którejś z filii Vivaldich. Może być? - zaproponował taki układ i czekał co odpowie pirat. Reinhart liczył, że mężczyzna okaże się niewybredny, wyrozumiały i na tyle zaciekawiony, że pozwoli wiedźminowi i Skelligijce odbyć ten rejs. A jak nie, to... miecz w ruch? Nie no, może nie wszystko należy załatwiać siłą?
"
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-01-01, 13:23   

MG = Constantino Devez, Igrid Wygnana

Gdy Reinhart rzucił mieszkiem, Constantino od razu go złapał i schował zza pazuchę płaszcza. Każdy odłożył lub schował broń, bo przecież nie byli już wrogami. Także Igrid odetchnęła z ulgą.
--Dobrze. Pozostałe 600 mi oddacie, gdy dopłyniemy do Gors Velen, ponieważ tam obecnie się kierujemy. Do tego czasu słuchacie mnie, jestem waszym kapitanem.
Kapitan obrócił się tak jakby chciał rozpocząć naukę baletu. Załoga rozchodziła się, lecz jego I Oficer stał jak wryty w ten pokład. Devez zastukał się palcem w skroń.
-Na tym okręcie panują dwie zasady! Po pierwsze, nikogo nie wolno tu zabić! Załoga trzyma się razem, a wy teraz jesteście jej częścią! Po drugie, kradzież też jest niedozwolona. Osoba która złamała tą drugą zasadę jest teraz skuta pod pokładem i czeka, aż ją sprzedamy w niewolę. Z nim też nie gadajcie.
Poinstruował, palcami wykonując przeróżne ruchy, jakby miało to ułatwić myślenie. Ah Devez, Ty stary świrze. Nagle jednak skupił uwagę na Skelligijke i pijackim krokiem szybko do niej podszedł.
-Jak Ty się nazywasz morska perło?
Spytał podejrzliwym wzrokiem.
-Igrid... po prostu Igrid.
-A więc Poprostu Igrid, nie musisz się niczego obawiać na mej "Wiedźmie". Poza Tobą są tu jeszcze dwie kobiety i nawet żadna nie jest dziwką!- Uśmiechnął się jakby było to jakieś osiągnięcie, a jego piraccy podwładni byli wręcz starannie wybraną elitą. -Ah i pamiętaj, Poprostu Igrid... Wiem, że ciężko Ci będzie oprzeć się mojemu urokowi, bo widzę jak na mnie ciągle patrzysz, lecz wybacz perło, mą miłością jest morze.
Położył jej dłoń na ramieniu, na której miał pełno zrabowanych pierścieni. Skelligijka spojrzała na niego jakby nie dowierzając co ten pirat biadoli. Lecz nim cokolwiek odpowiedziała, Devez odszedł od nich.
-Witamy tymczasowo w załodze największych złodziei i morderców! Od teraz jesteście piratami! A co za tym idzie... Zacznijcie liny wiązać, bo żagle rozwijamy! Gunter Ty parszywa leniwa kurwo, skończcie z tymi towarami i wypływamy! Ruchy wy parszywe szczury!
Każdy się rozbiegł do swoich zajęć, a po jakimś czasie, "Wiedźma" odpłynęła na pełne morze, zapoczątkowując bardzo długą przygodę...

z/t
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM




Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 10