Epoka Nordlingów Strona Główna


Jest rok 1369. Magia została surowo zakazana, a ich użytkowników zaczęto ścigać. Wszystkie znane osoby umarły, lecz teraz przypadła kolej na ich potomków. Kilkanaście lat temu uważano, że nastał wreszcie wyczekiwany czas stabilizacji i pokoju, lecz to były tylko pozory. Na południu na dobre rozpoczęła się wojna domowa. Na północy władcy coraz częściej popadają miedzy sobą w konflikty. Mieszczanie przestają być ufni wobec siebie, a bramy miast nocami są zamykane. Wszystko podąża w złym kierunku. Może to świadczyć o upadku znanego nam świata. Przeżyj w tych ciężkich czasach walcząc z niebezpieczeństwami!




Epoka Nordlingów Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Ostatnia przygoda Gryfa (fabuła ENvol1)
Autor Wiadomość
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-05-14, 23:31   

UTWÓR


MG = Syriusz Leopold Tarrs, Aranai Zevis, Dratane Lemarie

Wiedźmin udał się do pałacu Cara, gdzie już czekał oburzony Czarodziej, który zastanawiał się gdzie mógł przebywać Reinhart. Ten jednak postanowił mu jeszcze nic nie mówić. Przynajmniej chciał poczekać do końca obiadu...

Kiedy audiencja się już skończyła, Syriusz jakby w popłochu schodził po kamiennych schodach. Był bardzo zdenerwowany, bo tuż po rozmowie z Gornem, Wiedźmin raczył wspomnieć o swoich rewelacjach sprzed godziny...
-Jeśli to co mówisz to prawda, to my, wszyscy, cały świat, jesteśmy w pieprzonym niebezpieczeństwie! Musimy jak najszybciej odnaleźć tę dziewczynę i cholernego elfa!
Szukać jednak nie musieli, bo poszukiwani sami podbiegli, zdyszani i zdenerwowani.
-Witam Pana Czarodzieja, Drat jestem!
Przywitała się, ale Zevis wtrącił się wciskając Syriuszowi wiadomość. Jej treść szła kolejno: "Witajcie, Syriuszu i Reinhartcie. Liczę, że niedługo się zobaczymy, ponieważ Wasi przyjaciele już są moimi gośćmi. Constantino, Gunter, Amira, Livaria i Igrid, prawda? Wpłyneli do mojego portu, więc wprosili się na moją audiencję. Niestety tą ostatnią musiałem oddać za prośbą Ragnalda Tuirseacha, gdyż była podobno przez niego bardzo poszukiwana. Zgodziłem się, ale reszta wciąż u mnie gości. Dołączycie? Weźcie ze sobą koniecznie Aranaia Zevisa i Waszą nową towarzyszkę, Dratane Lemarie. Z uszanowaniem, Syn Boży, Maltazar, Pan Cintry, Verden, Temerii i Cidaris."
Czarodziej przetarł twarz w niedowierzaniu.
-Kto to jest? I skąd macie to? Skąd też wie o tej kobiecie...
-O nie... czyli jednak nie znacie go...
Załamała się Lemarie.
-Mów kim jest!
-To prawdopodobnie jedna z ofiar Iustitia. Maltazar zwany Szlachetnym, był bardzo znaczącym wojownikiem naszego świata, lecz zaginął... Czyli skrył się tu...
-Wiadomość dostaliśmy od zwyczajnego kuriera.- Wtrącił Aranai. -A z jego treści wynika, że gość chyba przewiduje przyszłość. To martwiące.
-Tak... zwłaszcza, że panem wymienionych ziem był Ragnald... do którego się udamy. Za mną!
Czarodziej natychmiastowo stworzył portal, nie zważając na poruszenie wśród przechodniów. Nie minęła chwila, aż wszyscy przez niego przeszli, lądując nieopodal Kaer Trolde, potężnej stolicy Skellige...
Czarodziej ruszył biegiem do miasta, a wszyscy inni za nim, próbując się połapać w tym wszystkim. Dla Syriusza było to najtrudniejsze, bo w dodatku jeszcze nie poukładał sobie informacji od Reinharta, a to... można było to posegregować w taki sposób. Niejaki Maltazar, przypuszczalnie jedna z ofiar Iustitia, znał przyszłość i dał im znak, że stał się uzurpatorem jarolstw, w dodatku, porywaczem ich towarzyszy! Na więcej wyjaśnień oczekiwali na miejscu...
Gdy przedarli się do bram zamkowych, strażnicy chcieli ich zatrzymać, jednak rozpoznając Tarrsa, natychmiastowo ich wpuścili. Drużyna znalazła się w sali tronowej, gdzie stała grupka wojaków. Na ich widok natychmiastowo wyciągnęli miecze...

+ MG = Percival Sargon (KLIK), Igrid...

-Wstrzymać się! To przyjaciele!
Powiedział ich dowódca, o bardzo dziwnym wyglądzie. Miał bladą skórę, białe włosy, oraz czarny pancerz ze smokiem na piersi. Pasował do opisu Iustiti, jednak ani Aranai, ani Dratane, nie zareagowali z zaskoczeniem, więc należało odrzucić tą opcję...
-Dobrze Cię widzieć Percivalu. Już bałem się, że...
-I Ciebie Syriuszu. Nasz Konung jest bezpieczny, ale widzę, że dotarły do Was wieści. Jest wiele do wyjaśnienia...
-Chyba czeka nas dużo wyjaśnień...
Rozbrzmiał głos zza pleców Sargona. Kobiecy. Była to Igrid, stojąca przy rozpalonym kominku.
-Panno Tuirseach, nie zauważyłem...
Powiedział Percival, a Zevis uderzył się w pierś.
-TUIRSEACH?!
Dratane popatrzyła po wszystkich. Zachichotała.
-Ale rewelacje...
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-05-16, 16:53   

,,Oh, nie tylko Syriusz miał mętlik w głowie. Rein też jakoś próbował to sobie wszystko poukładać i uwierzyć, że mają do czynienia z taką osobą jak Iustitia. Kompletne zamieszanie w głowie wiedźmina stworzył list nadany przez niejakiego Maltazara Szlachetnego. To, co wynikało z jego treści było kompletnie niezgodne z prawdą, ale na szybko połączył fakty i zrozumiał, że to nic innego jak proroctwo. Proroctwo, które brzmiało jak początek końca, jak w Przepowiedni Itliny. Reinhart był pewny, że musi powstrzymać białowłosego chłopaka i Maltazara, albo cholera wie kogo jeszcze. Niszczenie świata, który znał i w którym żył było nie po myśli wiedźmina. Strasznie go to drażniło. Drażnił go jeszcze tytuł ,,Syn Boży", ale to mniejsza...
W każdym razie nie mitrężąc czasu wszyscy w ciągu kilku sekund znaleźli się kilka tysięcy kilometrów dalej, na Ard Skellig, przy Kaer Trolde, do którego poszli od razu. Nie było czasu na podziwianie pięknie zurbanizowanego miasta, cel to Ragnald i sprawdzenie informacji z listu. Jak się na miejscu okazało, wszystko było jakby w porządku. Jakby... bo tylko Rein nie zareagował spokojnie na widok białowłosego mężczyzny, którego pomylił z Iustitią. Miecz został w połowie wyciągnięty z pochwy, kiedy usłyszał rozkaz z ust białowłosego o wstrzymaniu ataku i zobaczył znajomość między nim, a Syriuszem. Schował sihill i sapnął nerwowo... po czym znowu dostał mętliku.
- Tuirseach? Co się tu dzieje? Co się tu W OGÓLE, kurwa, dzieje?
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-05-16, 22:42   

MG = Syriusz Leopold Tarrs, Aranai Zevis, Percival Sargon, Igrid Tuirseach, Ragnald Tuirseach

Po pytaniu które zadał Reinhart, zagubiony w tym natłoku informacji i odkryć, zapadła krótka cisza, która miała zwiastować coraz więcej odkryć. A przerwały ją otwierające się drzwi do komnaty audiencyjnej...
-Pozwól, Reinhartcie z Viroledy, że ja to wszystko poskładam w całość...
Powiedział nowoprzybyły gość, w długiej brodzie i o wytatuowanej głowie. Tak, to był on, Ragnald Tuirseach, Konung całego Skellige, ten którego widzieli na procesie. Percival wykonał delikatny ukłon, lecz było to teatralne, dla publiki, aby wiedzieli z kim mają styczność. Sama Igrid zaś odwróciła wzrok w stronę kominka, jakby wstydziła się tego co zaraz miał powiedzieć...
-Zacznijmy wpierw od mojej drogiej i kochanej Igrid... córki mego kuzyna, Urlfbjorna. Gdy pod naporem Imperium Redańskiego musieliśmy wyzbyć się naszych bogów na rzecz Wiecznego Ognia, ma droga Igrid bardzo głośno protestowała. Za głośno. Wszyscy ją uciszali, więc uciekła. A Ty jej pomogłeś, gdy zaciągnęliście się do piratów. Ehhh...- Wytłumaczył pierwszą rzecz, chcąc zgrabnie i wiążąco przejść do drugiej.- Nie mogłem jej zmusić do powrotu, lecz nie mogłem też pozostawić jej bez mej czujnej kontroli. Dlatego Syriusz pilnował, aby nie zrobiła nic głupiego. Tak, Syriusz...- Czarodziej też się jakby zakłopotał, odchodząc kilka kroków od Reinharta w stronę Percivala. -Tarrs pracuje dla mnie. Od samego początku. Służba u Calveitów? Ja mu kazałem, by badał sytuacje Cesarstwa. Obalenie niewygodnego Cara, na rzecz sprzymierzonego Gorna? Moja inicjatywa. Przyrzeczenie wierności Radowidowi, aby następnie ugodził go w najczulszy punkt i zrujnował Imperium? Wyszeptałem mu to do ucha. Od samego początku Syriusz był moim szpiegiem, a to Skellige pociągało za sznurki. Skoro znaleźliśmy się w tak niewygodnej sytuacji, zasługujecie na prawde. Zresztą prawie wszystko, co pragnąłem zrobić, dla dobra mego ludu, spełniło się...
Wytłumaczył Ragnald, a każdy, poza Percivalem i Igrid, był jakby zamurowany. Nikt nie spodziewał się tego, że Czarodziej w swych intrygach przejdzie samego siebie...
-Przysięgam, że o niczym nie wiedziałam! Wuj to ukrył nawet przede mną!
Wytłumaczyła się Igrid. Prawdą było, że Konung o swoim szpiegu powiedział dotychczas tylko najlepszemu przyjacielowi, Sargonowi.
Czarodziej chrząkną.
-Wybaczcie mi. Jestem profesjonalistą, nie mogłem Wam tego powiedzieć, choć Was wykorzystałem...
-Ale czemu akurat wobec Konunga byłeś taki wierny?!
Krzyknął Aranai, a Dratane go uspokoiła, najmniej wdrążona w sprawe i najbardziej obiektywna w tym wszystkim.
Ragnald postanowił jednak wyjść z obroną dla Czarodzieja.
-Bo nie miał innego wyboru. Tego pewnie też nie wiecie, lecz Syriusz ma syna, Xaviera. Młody chłopczyk. Zaginął, lecz ja go odnalazłem. Przyznam się do grzechu, bo zaszantażowałem Syriusza, że oddam mu go, jeśli będzie dla mnie pracował. Mam dla Ciebie Tarrs dobrą wiadomość, wykonałeś zadanie, a i Igrid wróciła, choć to ja musiałem ją wyciągnąć z niebezpieczeństwa, gdy Ty gdzieś się włóczyłeś... Mimo to, obiecałem. Odzyskasz syna...
-Dziękuję Ci, Panie...
Wyszeptał Czarodziej, jakby z ulgą w głosie. Źle mu było, że tak ich oszukiwał, jednak dla własnego dziecka, rodzic nie cofnie się przed niczym...
Białowłosy rycerz wyszedł na środek, zwracając na siebie główną uwagę.
-Kiedy już wszystkie brudy i sekrety wyszły na jaw, liczę, że nikt tu nikogo nie zabije, zachowamy się jak dorośli i przejdziemy do prawdziwego problemu. Maltazara, uzurpatora prawie połowy Skellige! Ten człowiek zjawił się znikąd, wmówił wszystkim, że jest jakimś boskim wybrańcem i utworzył cholerną sektę, którą zagarnął większość Jarolstw. Nawet synowie Konunga Ragnalda zmuszeni byli uciekać, aby przeżyć. A skoro Wasi przyjaciele, z tego co wiemy od Igrid, wpadli w niewole, to i Wy macie interes w tym, aby go pokonać. Więc działajmy wspólnie!
Znowu zapadła cisza. Prawda była taka, że tylko Reinhart mógł zadecydować co dalej, bo Aranai i Dratane poszliby za nim. Nawet i Syriusz, stawiany był pod ścianą. Lemarie jednak kusiło, by powiedzieć o swoich podejrzeniach względem Maltazara i całej tej sprawie z Iustitią, jednak stwierdziła, że będzie jeszcze czas, bo przecież nie atakują już jutro...
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-05-17, 22:00   

Reinhart chodził nerwowo po sali, wsłuchując się w wyjaśnienia Ragnalda. Rein stawał się coraz bardziej nerwowy przez fakt, że go okłamywano i zwodzono, czego wręcz nie cierpił. Nawet jeśli były to kłamstwa mające na celu dobro sprawy, to i tak liczył się sam fakt. Kłamstwo pozostawało kłamstwem. Sytuację Igrid zignorował, gdyż nie była ona nawet jakkolwiek sensacyjna. Jednak zatrzymał się i spojrzał czujnie na czarodzieja, gdy tor rozmowy zszedł na jego syna. Reinhart chwilę tak na niego patrzył, jakoś nie bardzo przy tym wiedząc co powiedzieć. Zamiast tego pokręcił głową w dezaprobacie. Był zawiedziony brakiem zaufania Syriusza. Skierował spojrzenie na białowłosego rycerza z trójgłowym smokiem na tunice, gdy ten w końcu zakończył wyjaśnianie niedomówień i przeszedł do meritum problemu - Maltazara mianowicie. Rein odzyskał rezon, magicznie przestał się denerwować i postanowił przejąć inicjatywę.
- Dość już niuansów. - dodał ostro zaraz po Percivalu. - Najpierw, zanim ruszymy na Maltazara, musimy odnaleźć pewnego czarodzieja imieniem Wurgalf. Bez niego powodzenie... całej operacji może się nie powieść. Na poszukiwania uda się ze mną Aranai, Dratane oraz Syriusz, o ile może. - tutaj obrócił się w stronę Konunga. - Panie, nie w mojej mocy jest mówić ci, co zrobić. Lecz jeśli chcesz dokonać zemsty na grabieżcy, sugeruję sformować nową armię. - gdyby ta kwestia została zamknięta, a wszyscy zaczną się rozchodzić do swych obowiązków, Rein podejdzie do Dratane i zapyta:
- W Kaedwen prosiłem byście porozmawiali z Czarnoksiężnikiem na temat Iustitii i Wurgalfa. Powiedział coś?
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: 2018-05-17, 22:47   

MG = Syriusz Leopold Tarrs, Dratane Lemarie, Percival Sargon

Reinhart miał pewne prawo czuć wściekłość, tak samo jak Aranai, który wcześniej wręcz warknął na Czarodzieja. Nikt im nie odbierał do tego prawa. Jednak Percival miał z jednym racje. Musieli być dorośli i myśleć o prawdziwych problemach. A Sargon jeszcze nie wiedział, jak wielką wagę miały jego słowa. Bo Maltazar był czymś więcej, niż uzurpatorem. Był elementem czarnego proroctwa...
Kiedy ocknięty wiedźmin powiedział swoje, pytając o wsparcie Syriusza, Ragnald kiwnął akceptująco głową, nie widząc przeszkód. Czarodziej czuł się podle, że nagle był postrzegany jako zabawka Konunga, którą każdy chce się pobawić. On jednak był swoim Panem...
-Szanuję władcę tych ziem, lecz wykonałem zadanie, które zwalnia mnie już ze służby. Następnym razem pytaj mnie, za przeproszeniem, Wasza Wysokość...
Rzekł to do Reinharta, to do Ragnalda. Senior Tuirseach jednak się nie oburzył, czując bardziej rozbawienie, niż oburzenie. Po prostu czysta złośliwość cieszenia się z trudnych relacji ludzi...
-Pragnę jakoś pomóc w poszukiwaniach tego Wurgalfa, jeśli jest to możliwe. Jestem dosyć dobry w odnajdywaniu tego, co nie wydaje się być do znalezienia...
Zaproponował Percival, a nikt nie wydał się być przeciwko temu. Wręcz sam Tarrs w duchu powiedział sobie, że to dobry pomysł, bo był już wcześniej zapoznany z historią "poszukiwań kamieni"...
A kiedy już wszystko ustalono, stwierdzając, że niedługo odbędą jeszcze jedną i bardziej precyzyjną narade, Wiedźmin podszedł do Elfa i Półelfki z dosyć ważnym zapytaniem...
-Ależ tak. Najpierw zaczął krzyczeć swoje nazwisko, które znowu przekręciłam, a potem, że nie może nam nic zdradzić, bo Iustitia nałożył na niego klątwe milczenia w sprawie wszystkiego co dotyczyło jego samego i chorych planów. Dopiero jak go wyciągniemy z tego amuletu to coś nam zdradzi...
Wyjaśniła Dratane, zwracając uwagę na spryt ich wroga, który przewidział każdą ewentualność. Byli więc pod ścianą, dopóki w ręce nie wpadnie im tej Czarodziej Dobra...
Wtem i Syriusz podszedł do Reina, bardzo spokojnie.
-Później, gdy będzie na to czas, powiem Ci o wszystkim, bo należą Ci się wyjaśnienia...
Powiedział i samemu odszedł, dając mu znak, aby jeszcze o tym porozmawiali. Czy "stare małżeństwo" się pogodzi kiedyś...?

****

MG = Igrid Tuirseach

Do końca dnia, Dratane opowiedziała Ragnaldowi i Percivalowi o całym zagrożeniu jakim był białowłosy młodzieniec, oraz o całej wymiarowości. Oczywiście z początku obaj niedowierzali, lecz gdy Sargon przypomniał sobie o pewnym starym Czarodzieju i jego niebanalnych zamiarach, to zrozumiał, że coś takiego jak wymiary istnieje, a on sam był przykładem tego, że na świecie wciąż są rzeczy niewytłumaczalne. I Konunga do tego nakłonił. Gdy w końcu wiedzieli już, że ten tajemniczy Maltazar może nie być z ich świata, a w dodatku, może być pionkiem w wielkiej grze Niszczyciela Świata, to nagle sprawa zrobiła się jeszcze bardziej stresująca, niż była w sprawie samych okupowanych ziem...
Wieczorem zaś, Igrid zaprosiła Reinharta do swej komnaty, iście królewskiej, aby z nim szczerze porozmawiać.
-Wiem od Syriusza o tym białowłosym chłopaku... oraz o tej dziwnej kobiecie nie z tego świata... i szerokiej pamięci Aranaia... Jeszcze mój wuj dostał pierdolca... To takie pokręcone...
Westchnęła, siadając na bardzo miękim łożu, jakby smutna i zmartwiona. Pomimo tego, że Wiedźmin nie wydawał się być na nią zły, sama przed sobą czuła się podle.
-Jeszcze raz przepraszam za to, że udawałam kogoś, kim nie jestem. Jednak od nazwiska się nie ucieka. Albo od... Ragnalda. Bądź co bądź wtedy, gdy dopłynęliśmy do Cidaris, a na nasz pokład weszli Ci dziwni ludzie... Przestałam się czuć waleczna i pewna siebie... A gdy wylądowaliśmy w tych paskudnych lochach zakuci łańcuchami... Czułam się jak idiotka, typowa księżniczka, która potrzebuje rycerza, który ją ocali. I przybył. Siwy i jeszcze z rozkazu mego wuja. Cud, że Maltazar zgodził się mnie oddać... Lecz słabo mi, gdy myślę o tym, że Gunter, Amira, Livaria i... nawet Devez, tam wciąż są!
Skryła twarz w dłoniach. Czuła się po prostu beznadziejnie. Jak balast dla całej tej sprawy.
-Już nie wspominam o Niszczycielu, któremu postanowiłeś wyjść na przeciw... Reinhartcie, czemu? Dlaczego sobie po prostu nie odpuścisz? To przekracza Twoje siły, takimi rzeczami powinno zająć się czarodzieje, a nie Ty! Jesteś silny, ale... nie nieśmiertelny... Boję się...
 
   Podziel się na:  
Reinhart z Viroledy
Wiedźmin


STRONNICTWO:
Bezstronny

RASA:
Wiedźmin

ZAJĘCIE:
Wiedźmiństwo, łowca nagród

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
-

WIEK POSTACI:
219 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Zamożny

ROZGŁOS:
Legenda zła

MOTTO:
-

Wysłany: 2018-05-20, 20:36   

Sprawy w sali audiencyjnej Rein pozostawił bez komantarza. Każdy bowiem wiedział, co ma robić, a i nie było już poza tym nic nowego do dodania. Przed wyruszeniem w drogę drużyna została zebrana, ale pewnie znajdzie się jeszcze ktoś, z kim Rein ma do pogadania. Na pewno będzie musiał pomówić z Syriuszem, który jest mu winien wyjaśnienia. Tymczasem jednak wiedźmin poszedł wraz ze swoją towarzyszką przygody... i życia do jej królewskiej kommaty. Z nią musiał porozmawiać w pierwszej kolejności. Oszukała go, a to bolało.
- Gdybyś wyjawiła mi tę tajemnicę wcześniej nic by się między nami nie zmieniło. Na pewno nie na gorsze, ale ty postanowiłaś mnie trzymać w niewiedzy, tak jak Syriusz i kto wie, czy ktoś jeszcze. Odnoszę wrażenie, że przez cały ten cholerny czas miałem do czynienia z osobami, których nawet nie znałem. A teraz wszystkie nowości, wszystkie tajemnice, wszystkie problemy zwalają się na mnie w jedynym momencie!! - krzyknął, w gniewie puszczając Aard za siebie, prosto w meble, które jak można było się spodziewać - zostały rozniesione po całej komnacie. Ostało się jeno lustro na przeciw niego. Dostrzegł w nim wściekłego siebie, a zaraz za nim przerażoną(zapewne) Igrid. To był ten moment, w którym się opamiętał.
- Przepraszam... nie chciałem tego, nie chciałem cię wystraszyć. - mówił patrząc na nią w lustrze ze skruszoną miną. Zaraz po tym się obrócił i ujął delikatnie dłonie czarnowłosej.
- Nie wybaczyłbym sobie, gdybym cię skrzywdził. - ucałował ją w złożone dłonie, mając nadzieję, że tym ją uspokoi. Nie chciał już być dawnym sobą - wiecznie złym wiedźminem, którego obecność zwiastuje wyłącznie śmierć... często niewinnych. Kiedyś jego szaleństwo było gorsze od wiedźminów szkoły kota... Niech te czasy nie wracają.
- To może okazać się ponad moje siły, ale esse creasa, tak trzeba, jak mawiają elfy. Nie ma innego wyjścia. Albo stawię czoła przeznaczeniu, albo wszystko przepadnie, dosłownie. Lecz zabiję Maltazara, Ragnald odzyska kontynent, a potem... potem razem uciekniemy. Z dala od wojen, ludzkich tragedii i niepokoju, chciałbym rozpocząć nowe życie. Z tobą, moja Igrid.
_________________
 
   Podziel się na:  
Syriusz Leopold Tarrs MG
Mistrz Gry


STRONNICTWO:
Niezależy

RASA:
Człowiek

ZAJĘCIE:
Arcymistrz Żywiołu Ognia - wędrowny czarodzie

MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Tam gdzie przyjmą

WIEK POSTACI:
Około 200 lat

STAN MAJĄTKOWY:
Majętny

ROZGŁOS:
Ścigany w Kovirze i Nilfgaardzie

MOTTO:
Pilnuj pleców i przyjaciół

Wysłany: Wczoraj 1:46   

MG = Igrid Tuirseach

Kobieta pomimo tej całej demolki mebli, oraz krzyków Reinharta, zachowywała spokój, lecz cały czas czuła ból i wstyd. Nigdy jeszcze nie wprawiła Wiedźmina w taką furie, jednak jak dotąd, była wobec niego zawsze szczera i dzieliła się z nim chociażby najgłupszymi myślami...
-Gdy Cię poznałam byłeś mi mimo wszystko oby, bałam się, zwłaszcza otoczona piratami, którzy mogli chcieć za mnie okup... Nie spodziewałam się jednak, że staniesz się dla mnie tak ważny... Chciałam Ci o wszystkim powiedzieć po tym jak wrócisz z Nazairu, lecz... Czułam, że zbyt w to weszłam, a prawda nas zniszczy... Gorzej nie mogłeś się jednak dowiedzieć...
Przyznała się przed samą sobą, a także przed nim. Niestety, ale taka była prawda. Gdy już raz ukryje się pewną rzecz, to jej waga rośnie z czasem.
Na szczęście Wiedźmin opamiętał się, że nie chce być wobec niej taki, jaki był przed swoimi wrogami. Bo ona nie była wrogiem. Była całkowitym przeciwieństwem. A nie uważała tego uczucia za chwilowe. Możliwe, że jutro miało nie nadejść, dlatego kochać należało całym sercem...
-Nie bałam się, bo byś mi nic nie zrobił. Znam dobra, które kryjesz w sobie. Reinhart którego ja widzę, to prawdziwy anioł, którego życie zmusza do zakładania rogów...
Uśmiechnęła się delikatnie, po czym objęła go, tłamsząc w nim resztki furii, jakby była najlepszą bronią wobec niego. Tak to działało.
-I trzymam Cię za słowo. Chcę byśmy skończyli z tułaczką. Aby nasze bronie spoczeły, tak jak i my. Mój wuj chce odkrywać zachodnie krainy. Czyż nie ma ku temu lepszej okazji...?
Popatrzyła na niego z nadzieją, że rozumie o co jej chodzi. To była piękna wizja, a jedyne co mogło ich powstrzymać... to śmierć...

*Następnego dnia*


MG = Syriusz Leopold Tarrs, Percival Sargon

Reinhart przechadzając się po dziedzincu zamku Kaer Trolde, mógł dostrzec arene walk, która pewnie służyła do treningów wojaków Konunga. Nikt jednak nie ćwiczył. Zaś obok, na ławce, siedział białowłosy Rycerz i dobrze znany Czarodziej. Niespostrzeżony Wiedźmin chyba trafił na ciekawy moment...
-Percivalu, muszę Ci coś zdradzić... Męczy mnie to odkąd miałem sen z przeszłości...
-Słucham Cię przyjacielu.
Odpowiedział Sargon, który w tym czasie czyścił swój Smoczy Kieł, charakterystyczny miecz o jelcu w kształcie dwóch par smoczych skrzydeł. Był to prezent od poprzedniego Cara, któremu dawniej służył i który nadał mu, już nieaktualny, tytuł szlachecki.
-To nie będzie łatwe, ale... musisz coś wiedzieć o swoim pochodzeniu...
-Jestem bękartem Ethaina. To wiem.
-Prawda, lecz... Twoja matka wcale nie zmarła przy porodzie...- Percival przerwał swą czynność i spojrzał na rozmówce. -...zwała się Mirion Rahelin. Była półelfką. Kochanką Ethaina... Wybacz, że tak długo to ukrywałem, jednak dopiero teraz zrozumiałem, że tajemnice wszystko pieprzą...
-Co?! To niemożliwe! Rahelin?! Musi to być zbieżność nazwisk, bo znałem Thaliona...
-Był jej bratem. Znałem go także. To nie żadna zbieżność, bo Rahelinowie to elficki ród, jeszcze z czasów przybycia białych okrętów. Mirion miała fiołkowe oczy, jak jej brat przecież, ojciec i każdy przodek. To rzadki gen, wrodzony tylko u nich. Aż dziw, że sam takowych nie odziedziczyłeś. Prawdopodobnie geny króla były dominujące, a geny Twojej matki, recesywne... Ale Percivalu, to bezsprzeczne, płynie w Tobie krew Rahelinów... Gdy miałeś jeszcze złote włosy, wyglądałeś tak zabójczo podobnie do Thaliona, sam to musiałeś zauważyć... Więcej masz mimo wszystko po matce, bo wyglądasz jak prawdziwy Rahelin, pomimo zmian, które zaszły w Twoim organiźmie...
Zapadła cisza, gdyż Rycerz jeszcze przyswajał sobie informacje, które właśnie do niego dotarły. Całe życie myślał nad pochodzeniem od strony matki, lecz to uderzyło tak nagle...
-Thalion był mym wujem...? Ale on zachowywał się jak mój przyjaciel... był nawet moim pracodawcą... Nigdy mi nic o tym nie mówił!
-Bo to bolesna przeszłość, której nie chciał rozdrapywać. Jego siostra bardzo kochała Ethaina, zresztą ze wzajemnością. Lecz cidaryjski dwór nie mógł sobie pozwolić na królewskiego bękarta... Zginęła próbując Cię uratować, gdy byłeś jeszcze niemowlakiem. Dlatego trafiłeś do Zakonu Białej Róży. Byś miał wychowanie i bezpieczeństwo. Twój wuj nie był w stanie samemu o Ciebie zadbać. Musisz to zrozumieć i nie mieć mu tego za złe...
Wytłumaczył, co Sargon dalej starał się zrozumieć. Wydawać by się mogło, że spodziewałby się wszystkiego, lecz nie fiołkowego pochodzenia...
-A więc moja matka zginęła, bo miłość do Ethaina przerodziła się... we mnie... A jej brat, który był mym najlepszym przyjacielem, umarł na moich rękach, nawet wtedy zabierając tajemnice ze sobą...
-Thalion nie żyje...? Ja... nie wiedziałem...
-Gdy rebelianci Gorna zrobili bunt w Ban Ard... Namiestnik Rahelin walczył w imię Cara, aby utrzymać porządek. Byłem tam, widziałem jak przegrywa... Byłem przy nim, gdy ginął za lojalność... Mój... wuj... umarł wtedy...
Teraz to Syriusz zamilkł, jakby go coś uderzyło. Poczuł się odpowiedzialny, za jego śmierć, bo przecież uczestniczył w wojnie domowej Kaedwen po stronie Gorna, jednakże nie miał świadomości, że jego stary przyjaciel piastował tak wysoką funkcję w carskim systemie i że, pomimo swej zawadiackiej natury, był gotów umrzeć w służbie, za władce i kraj...
-Przepraszam Cię...
-Nie musisz. Byłem żołnierzem, brałem udział w wojnach. Wykonywałem po prostu polecenia. A z funkcji Seneszala Carskiego, przemianowałem się na Skelligijskiego Tana. A Ty robiłeś to dla Ragnalda. I dla syna. Pechowy los chciał po prostu, aby Thalion był po drugiej stronie barykady. Jego krew była na rękach zbuntowanego chłopstwa, nie Twoich...
-Wiem... A pewnie nie miał dzieci... Czyli... Fiołkowy Gen przepadł bezpowrotnie. Szkoda, bo miał silne oddziaływania magiczne. Lecz to tak na marginesie! To nie zmienia jednak faktu, że jesteś Percivalu, ostatnim z Rahelinów... Twoja matka i wuj nie mieli nikogo poza sobą... Tylko Ciebie...
-A więc niedość, że płynie we mnie cidaryjska błękitna krew, to jeszcze rahelińska... To pojebane, lecz... Czuję ulgę. Że teraz wiem o swoim pochodzeniu... Kim była moja matka i że mój ojciec nie był jednak skończonym ignorantem, oraz gwałcicielem... Dlaczego Thalionowi tak zależało na moim losie... Lecz oni jednak już nie żyją... Nikt nie żyje... Jestem teraz ostatnim z ostatnich...
Westchnął, a Tarrs spojrzał w ziemie. Nie chciał mu mówić, że to on go oddał Zakonowi. To i tak byłoby za dużo szokujących informacji. Wystarczyło, że Reinhart miał go za dupka, co ukrywał prawdę...
A jeśli o Wiedźmina chodzi, to obaj, nagle go spostrzegli, zdając sobie sprawę, że był świadkiem tego wszystkiego...
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo







Styl forum wykonany przez Kindred.
Wsparty na stylu autorstwa kotletbarani
Ze wsparciem ze strony Zirael;
Kodowanie występujące w działach wykonane przez Kindred


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10